sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział III "Zabójczy dyżur"

Dochodziła godzina osiemnasta. Siedziałam w Pokoju Wspólnym wpatrując się zabójczym wzrokiem w Alex.
- Nie patrz się tak na mnie! - powiedziała zakrywając twarz książką od eliksirów.
- Lepiej teraz zobacz czy istnieje eliksir, który zamieni cię z powrotem w człowieka - uśmiechnęłam się szyderczo. Musiałam już wychodzić, więc wstałam.
- Tylko się nie pozabijajcie - nabijała się dalej.
- Postaram się - rzuciłam obrażona i udałam się do miejsca obok Czary Ognia. Usiadłam na ławce przyglądając się sylwetce zmierzającej w to samo miejsce. Draco zatrzymał się i oparł o ścianę wyraźnie smutny. Jak widać nie tylko ja mam ostatnio powody.
- Co ci jest? - zapytałam próbując jakimś cudem zacząć rozmowę z tym idiotą.
- Co? - podniósł głowę.

- Powiedziałam co ci jest - oznajmiłam mu lustrując go wzrokiem.
- Od kiedy się mną przejmujesz? - zapytał udając zdziwienie.
- Od kiedy się do mnie odzywasz?
- Od kiedy TY się do mnie odzywasz? - warknął, a ja zamilkłam. Oparłam głowę o ręce i wlepiłam obrażony wzrok w podłogę nie patrząc już na tą tlenioną małpę.
- A o co ci dokładnie chodzi? - uległ po chwili.
- Wiedziałam - mruknęłam uśmiechając się pod nosem - Jesteś smutny.
- Ja? - zapytał
- Nie, ja - westchnęłam
- Taki już jestem - powiedział beznamiętnie.
- Fajnie - znów mruknęłam.
- Już? Jesteś już... co ty masz na ręku?! - spojrzał się ze zdziwieniem na połowę odkrytego znaku. Szybko pociągnęłam za rękaw od koszuli i zakryłam znamię.
- Nic! - wrzasnęłam.
- Gdzie tu sprawiedliwość... - westchnął. Chyba nigdy nie widziałam go takiego smutnego i zamkniętego w sobie. Przecież, gdyby wszystko było z nim w porządku to dawno leżałabym martwa. Siedzieliśmy w milczeniu. Malfoy znowu wpatrywał się bezmyślnie w ścianę. Czasami chciałabym czytać w myślach. Świat stałby się fajniejszy, bo mogłabym w każdej chwili komukolwiek doradzić wiedząc co mu dolega. Tak jest teraz. Draco stoi zamyślony, smutny, a ja muszę tylko się zastanawiać, bo i tak się nie dowiem. CO SIĘ DZIEJE Z LESELIE WHITE, CO? Od kiedy to, aż tak bardzo mnie obchodzi?! Miałam dość siedzenia z nim i wstałam, aby się przejść. Chciałam już dać krok do przodu, gdy nagle doszedł do nas okropny, przeraźliwy, dziewczęcy krzyk.
- Malfoy, szybko! - popędzałam go chcąc zobaczyć co się stało.
- Co znowu? - zapytał ocknąwszy się.
- MASZ DYŻUR IDIOTO! - krzyknęłam do niego i pobiegłam ku źródła krzyku. Biegłam jak najszybciej. Widziałam już postać przerażonej dziewczyny i kilku uczniów zebranych obok.
- Co się stało?! - pytałam dysząc ze zmęczenia. Spojrzałam na uczniów. To Lavender Brown tak krzyczała. Wskazała mi palcem na ścianę. W jednej chwili mnie zamurowało. Na ścianie zostało napisane krwią:

"Nadchodzę, pamiętasz?" 
 Zaczęło mi się kręcić w głowie, oczy zaszły mgłą, a rana zaczęła strasznie boleć. Słyszałam stłumione krzyki "White! Co ty wyprawiasz?!", "Nic ci nie jest?", "Co z nią?". Straciłam grunt pod nogami i obraz znów był czarny. Zemdlałam po raz kolejny. Nic nie widziałam, nie czułam i wiem tyle, że teraz było ze mną gorzej.

---------------------------------------------

- Akashi jak myślisz, kiedy się obudzi?
- Leży tu tylko godzinę.
- AŻ godzinę. - słyszałam nad sobą głosy.
- Budzi się! - krzyknęła Alex. Powoli obraz wracał do normalności, ale znowu dostałam bólu głowy.
- Co ja tu robię? - mruknęłam łapiąc się za głowę.
- Zemdlałaś - oznajmiła zatroskana dziewczyna - Ktoś cię tu przyniósł, jesteś w skrzydle szpitalnym.
- Dumbledore będzie chciał z tobą porozmawiać, bo widzisz... - urwał nagle Akashi.
- CO? - krzyknęłam - Co chce?!
- Zobaczył coś niepokojącego i musicie porozmawiać jak tylko wyzdrowiejesz - dokończyła za niego Alex. Przypomniałam sobie, że dużo osób może teraz zobaczyć mój znak. Właśnie! Spojrzałam na moją rękę, która była cała obandażowana. Połowa osób już na pewno widziała, a szczególnie ta, która mnie tu przyniosła.
- Kto mnie tu przyniósł?
- Nie wiemy - odpowiedziała patrząc dziwnie na Akashi'ego.
Westchnęłam głęboko i położyłam się z hukiem na łóżko.
- A co z Malfoy'em? - zapytałam po chwili zamysłu.
- Właśnie skończył dyżur - odpowiedział patrząc na zegarek Ash.
- Sam? - zapytałam nie dowierzając.
- Sam. - odpowiedziała spokojnie Alex i usiadła obok mnie. Spojrzałam na nią obrażona.
- Widzisz już dlaczego nie mogę chodzić na dyżury z Malfoy'em? Umarłam przez niego prawie!
- Odpuszczę ci pod jednym warunkiem. - powiedziała roześmiana
- Słucham - uiaam zaciekawiona na poduszce
- Wezmę do tego Ginny, ale ty będziesz przynajmniej raz na miesiąc robiła to za nią. - tłumaczyła poważnym głosem.
- Dobra... - westchnęłam - Idę spać - powiedziałam zakrywając się kołdrą.
- Lepiej już chodźmy Alex - powiedział ciągnąc dziewczynę za sobą.
- Przyjdziemy jutro! - zdążyła jeszcze krzyknąć i wyszli. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Czułam ogromną potrzebę pójścia do dyrektora. Czułam się już normalnie, ale bolała mnie nadal głowa. Wstałam po cichu, aby Pani Pomfrey nic nie usłyszała. Wymknęłam się na korytarz i szłam spokojnie. Nagle usłyszałam głos Snape'a i schowałam się za kolumną.
- Ale musisz mnie zrozumieć Albusie, że nasza szkoła jest znowu w niebezpieczeństwie - warczał wyraźnie zdenerwowany.
- Ależ ja nie wiem o czym mówisz Severus'ie - ignorował go Dumbledore
- Najpierw Potter, a teraz White! Oni ściągną na szkołę poważne zagrożenie! - nie odpuszczał Snape.
- Nie rozumiem cię. Co mamy zrobić? Zesłać ich na Syberię? - mówił spokojnie dyrektor - To jest ich dom, a naszym obowiązkiem jest ich chronić.
- Sam dobrze wiesz, że SAM - WIESZ - KTO powrócił Albusie! Nie możemy szczególnie teraz narażać Hogwartu!
- Ale też nie możemy traktować ich inaczej! To nie ich wina, że znajdują się w tej sytuacji. Nie zważając na nic Severusie, musimy im pomóc. Skończyłem. - powiedział poważnie i wszedł z trzaskiem do gabinetu. Nie możliwe... on wrócił. Czemu nic nam nigdy nie wiadomo!? Oczy zaszkliły mi się łzami. Próbowałam je powstrzymać, ale nie potrafiłam. Teraz wszystko będzie inaczej, teraz wszystko się zmieni, teraz wszystko będzie się psuć.

"Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?"
--------------

Mam nadzieję (jak zawsze XD) że się podobało. Zostawcie komentarz, bo nie widzę sensu pisania
tylko dla jednej osoby. ( TAK O TOBIE MÓWIĘ OLA) Rozdział trochę krótki i praktycznie o tym 
samym. Nie mam ostatnio weny, ale to nie oznacza, że kończę z pisaniem! Rozdział z dedykiem dla kochanej Oli, dzięki której nie napisałabym tego nigdy! Dziękuję też za obrazek mojej Lesie jako jedenastolatka :D See ya!

4 komentarze: