środa, 6 stycznia 2016

Rozdział V "Tęczówki ma po mnie! - powiedziała z dumą"

Następnego dnia obudziłam się dość późno. Pani Pomfrey zajmowała się małym chłopcem, który wpadł rano do jeziora.
- Dzień dobry panienko! - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzień Dobry... - mruknęłam - O nie! - wrzasnęłam, a pielęgniarka zadrżała z przerażenia.
- Merlinie, Leselie! Co się stało? - pytała zatroskana.
- Przepraszam, ale... - mówiłam podnosząc się z łóżka - muszę iść. Obiecałam, że obejrzę trening Ginny. - tłumaczyłam się, a Pomfrey zmarszczyła w jednej sekundzie czoło.
- Wykluczone - powiedziała krótko.
- Jak to?! - oburzyłam się.
- Nie puszę cię w takim stanie! Nie myśl sobie. Możesz zachowywać się ciszej? Ollie śpi. - mówiła niezwykle ignoranckim tonem.
- Oj wie Pani jakie to dla mnie ważne! - nie odpuszczałam. Kobieta podeszła do mnie, przyłożyła rękę do czoła, potrząsnęła moimi ramionami i klepnęła mnie lekko w policzek.
- Zdrowa - westchnęła smutno - Możesz iść.
- Dziękuję! - zaczęłam skakać z radości. Wzięłam swoje rzeczy i szybko pobiegłam się przebrać. Spojrzałam na kalendarz. Dzisiaj zaczął się weekend, a ja miałam go przeleżeć w Skrzydle? Nie ma mowy. Ubrałam się w inny strój niż szata szkolna i popędziłam na boisko. Zdyszana dobiegłam spóźniona pięć minut. Spojrzałam się w stronę boiska. Harry właśnie próbował coś przemawiać lecz Ginny, która właśnie mnie zobaczyła pobiegła w moją stronę piszcząc z radości przerwała mu to.
- Lesie! - rzuciła mi się w ramiona.

- Ginny, nie martw się... - uwolniłam się z uścisku - już jest dobrze - uśmiechnęłam się szeroko. Zaraz po niej przytuliła mnie jeszcze na powitanie Cho i Luna, które przyszły za mną. 
- Cześć Lesie, cieszę się, że już wszystko w porządku, ale skupcie się! Musimy wziąć ten trening na poważnie - mówił stanowczo Potter. 
- Okej, to ja może już pójdę - podniosłam lekko kąciki ust i poszłam na trybuny. Weszłam pospiesznie po schodkach, a na miejscu czekała już Hermiona i Alex. 
- Fajnie cię widzieć całą Les - powitała mnie szatynka. Usiadłam obok przyjaciółki i wgapiłam się w latający na boisku tłuczek. Nie dziwię się, że Harry bierze wszystko na poważnie, bo został kapitanem drużyny Gryffindor'u i martwi się, że każdą porażkę weźmie na siebie. Nie dziwię się. Nigdy nie potrafiłam być przewodniczącą czy kierownikiem, ponieważ bałam się tego samego. Podsumowując: boję się wszystkiego. Jakoś już zbytnio się tym nie przejmuję, bo wychodzi też na to, że potrafię, w NIEKTÓRYCH sytuacjach go przełamać. Ocknęłam się z zamysłu i skierowałam głowę w stronę plotkujących gryfonek z krukonkami.
- Czemu z nimi nie ćwiczysz? - zapytałam Gin.
- Trenują teraz tylko Rona, Angelinę i bliźniaków, a ja mam patrzeć - odpowiedziała, a ja znowu wkleiłam wzrok w pustkę.
- Lesie, słyszałaś? - szepnęła do mnie Ginny.
- Co się stało? - powiedziałam cicho do dziewczyn.
- Bo mi się podoba taki jeden ładny gryfon! - wykrzyczała Lavender, a oczy zawodników na miotłach przez chwile patrzyły na nią - Jest taki miły, słodki, i ma takie piękne tęczówki - rozmarzała na głos dziewczyna.
- Te tęczówki ma po mnie! - powiedziała z dumą Ginevra. 
- Przecież masz ich dwóch takich samych - prychnęła Alex.
- Możecie mi powiedzieć o kogo chodzi?! - wtrąciłam im w iście babską rozmowę,
- Ty nie wiesz?! - krzyknęła znowu zakochana.
- Tak się składa, że nie. Przed chwilą to mówiłam! - powiedziałam zdenerwowana.
- A kto jest najładniejszym chłopakiem w szkole? Co?! Zgadnij! - domagała się dalej podekscytowana Lavender.
- Z tych najładniejszych to chyba Hagrid - powiedziałam beznamiętnie.
- Uueee! - jęknęła z odrazą, a ja zaczęłam się cicho śmiać.
- No powiedz jej wreszcie... - mruknęła widocznie znudzona Hermiona.
- Freddieee - przeciągnęła "słodko".
- Fred? - powiedziałam zbierając szczękę z podłogi - Fred Weasley?
- Zazdrościsz?! - rzuciła się na mnie ze spojrzeniem bazyliszka.
- Nie! - krzyknęłam.
- Lav, uspokój się - chwyciła ją za ramię Cho, a dziewczyna tylko syknęła i usiadła spokojniej. Hermiona z Alex zaczęły się głośno śmiać z naszej "kłótni". Było to tak zaraźliwe, że zaraz cała nasza nasza szóstka wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Fakt, byłam zaskoczona zakochaniem Lavender, ale to nie znaczy, że jestem zazdrosna! Teraz tylko jak wytłumaczyć to zakochanej po uszy dziewczynie? Nie da się! Niech mówi co chce, bo ja nie mam z tym nic wspólnego! Nawet nie mam zamiaru. Jak mogłabym być zazdrosna o osobę, która cały czas zatruwa mi życie, a ja się na to godzę? To tylko Brown. Po niej można spodziewać się wszystkiego.

------------------------------------------
Siedziałam sama w pokoju wspólnym, a z resztą tak myślałam. W głowie siedziały mi nadal słowa Snape'a. Czyżby jeden z najstraszniejszych nauczycieli w szkole się bał? Bo na to wychodzi. Nie możliwe jest to, żeby mnie najzwyczajniej w świecie nienawidził. Skuliłam się i wpatrzyłam w płomienie ognia. Czy to prawda, że on powrócił? Najpotężniejszy czarodziej w całym magicznym świecie? Przypomniało mi się o Harry'm, bo wydaje mi się, że powinien o tym wiedzieć, a ja nie chcę w sobie wszystkiego dusić. Odwróciłam się. Harry akurat siedział przy stoliku i czytał Proroka Codziennego. Momentalnie wstałam i usiadłam naprzeciwko chłopaka. Popatrzył się na mnie.
- Lesie? Co jest? - zapytał lekko zdziwiony.

- Musimy pogadać - stwierdziłam głęboko wzdychając. Potter złożył gazetę na pół i odłożył obok.
- To chyba coś poważniejszego - nerwowo się uśmiechnął.
- Bardzo - rozejrzałam się. Została w pokoju tylko mała dziewczynka z pierwszego roku - Posłuchaj mnie teraz uważnie - poprosiłam, a Harry zrobił skupioną minę - Podsłuchałam rozmowę Dumbledore'a ze Snape'm. Usłyszałam za dużo i wiem coś o czym powinieneś wiedzieć, bo w pewnym stopniu cię dotyczy - trzymałam go w napięciu, ale nadal mnie słuchał.
- Mam czas - uśmiechnął się, a ja spuściłam głowę.
- On wrócił Harry - szepnęłam, a on zaniemówił.
- Snape boi się naszej obecności w szkole. Chciał się nas pozbyć - mówiłam drżącym głosem.
- J-jak to? - zająknął się chłopak- Nie teraz, gdy wszystko zaczyna się układać! - wyrzucił przerażony i zdenerwowany.
- Wręcz przeciwnie Harry. Wszystko zaczęło się psuć - stwierdziłam podnosząc głowę, aby zobaczyć jego minę, ale on także ją spuścił.
- Może to zostać pomiędzy nami? Nie chciałbym, żeby cały Hogwart tym oddychał - mówił ciężko.
- Jasne! Dostałoby mi się za podsłuchiwanie - powiedziałam ponuro się uśmiechając.
- Muszę pomyśleć Les - powiedział wstając bezszelestnie z krzesła - Widzimy się rano - mruknął.
- Harry! - krzyknęłam do niego.
- Tak? - odwrócił się.
- Przepraszam, ja nie chciałam, żebyś był smutny... nie powinnam ci tego w ogóle mówić - powiedziałam załamana.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mi to powiedziałaś, naprawdę. Rzecz w tym, że chyba nikt nie byłby szczęśliwy - uśmiechnął się znowu i poszedł schodami do Dormitorium. No cóż. Nie ma lepszego sposobu na poprawienie sobie dni , niż rozwalenie momentalnie życia innej osobie Lesie, co nie?

I'm not so pretty,
and popular,
but i have feelings,
and im crying now.

-------------------------------
Przepraszam, że nie było dosyć dawno ( jak na mnie :3) ale zaczęła mi się szkoła i nadrabiane, bo nie było mnie dużo przed świętami. Dziękuję za te wszystkie komentarze ostatnio! Motywacja rośnie! <3
Niestety znowu powracam do smutnej tematyki... Niestety ostatnio mam stan bardzo... depresyjny? (chyba przesadziłam) smutny? I uczucia mocno przelewam na Lesie. Rodział jest nudny i bez weny, bo musiałam zrobić jakieś dopełnienie do dalszej akcji. Przepraszam i czekajcie na następny! :) 


sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział IV "Cześć śliczna!"

Nadal, mimo mojego załamania bardzo chciałam porozmawiać z Dumbledore’m.
Być może okazałoby się, że jest jedyną osobą, z którą mogłabym porozmawiać bez obaw. Wytarłam szybko łzy, poprawiłam włosy i zapukałam lekko w drzwi. 
- Proszę - drzwi lekko się uchyliły - O, Panna White! Wejdź - powitał mnie dyrektor.
- Chciał mnie Pan widzieć - powiedziałam smutno.
- Tak, siadaj - wskazał mi drewniane krzesło, po czym spełniłam jego polecenie - Nie miałaś przyjść do mnie jak poczujesz się lepiej? 
- Miałam, ale uznałam, że rozmowa z mi w jakimś stopniu pomoże - wlepiłam wzrok w okno.
- Dobrze... - dyrektor zamyślił się, a zza połówek okularów oczy zaświeciły mu się smutno. 
- O czym chciał mi Pan powiedzieć? - zapytałam zaczynając rozmowę.
- Nie chciałem ci tego nigdy mówić Lesie... tak jak każdemu innemu uczniowi w Hogwarcie, Jesteś w niebezpieczeństwie. Widziałem twój znak na ręce. To nie może wróżyć nic dobrego. Czy wiesz może kto wrócił? Kto chciałby cię szukać? - zapytał spokojnym, smutnym oraz zmartwionym tonem.
- Nie... - opuściłam głowę - Znaczy się... chyba nie.
- To znaczy? Potrzebujemy choćby najmniejszych powodów - mówił dyrektor spoglądając czasem na pogodę za oknem.
- Śmierciożercy. Oni zabili moich rodziców! - uniosłam się lekko - A teraz pewnie szukają mnie! Boję się - szepnęłam
- Fakt, to może być powód... - nie dokończył, bo szybko mu przerwałam.
- Profesorze?!
- Tak? 
- Czy to prawda... - ściszyłam głos - Czy to prawda, że on wrócił? - Dumbledore w jednej sekundzie osłupiał. Spuścił lekko głowę i głęboko zamyślił. Jego wargi delikatnie drgały, a oczy znów błyszczały. 
- Niestety tak. - odparł bardzo smutnie. Czyli jednak. Czyli jednak wszystko będzie teraz inne. Voldemort może powrócić w każdej chwili. Na dodatek ma teraz zapewne większy wpływ na Śmierciożerców. Braknie mi sił. Czasem mam ochotę dać się złapać i zakończyć ten cały strach, zapomnieć o wszystkim, zobaczyć rodziców... ale jednak chcę walczyć. Chciałabym pomścić moich rodziców, pokazać im, że nie jestem słaba, że ja - córka White'sów będę potrafiła przezwyciężyć śmierć. Pokażę im, że potrafię zadbać o własne jutro. Chciałabym ich zobaczyć, lecz nie mogę zapomnieć, że czeka mnie to na końcu drogi. Myśli te napoiły mnie w dobre myśli i chęci do życia. 
- Nie mogę się bać - powiedziałam stanowczo, co lekko zadziwiło dyrektora.
- Jednak musisz uważać Leselie. Nie będę ci zabraniał robić wszystkiego, co może być podejrzane,bo chcę, abyś żyła jak najnormalniej. Zdajesz się teraz na własne sumienie. Staraj nie zadawać się z ludźmi, którzy mogą wydawać się fałszywi - mówił tak, jakby opowiadał mi jakąś historię. Profesor potrafi być naprawdę zaskakujący.
- Bardzo dziękuję za rozmowę, ale jednak muszę już iść - uśmiechnęłam się ciepło - Bardzo mi Profesor pomógł, dziękuję jeszcze raz - powiedziałam i wsunęłam krzesło.
- Jeśli kiedyś będziesz potrzebowała pomocy to mów Leselie! Pukaj do mnie śmiało! - odwzajemnił uśmiech, a ja wyszłam. 
- Gabinet cudów - parsknęłam śmiechem pod nosem i wróciłam z powrotem do łóżka.
- Dziecko! Gdzie ty się podziewałaś?! - wpadła wystraszona Pani Pomfrey.
- Musiałam porozmawiać z Profesorem Dumbledore - oznajmiłam kładąc się.
- Przyjmij te lekarstwo, pomoże ci - podała mi jakiś płyn - to na uspokojenie. Dobranoc! I już więcej mi nigdzie nie chodź! - krzyknęła zatroskana i wyszła, czyli cała Pomfrey. Poprawiłam poduszkę i wygodnie się położyłam, gdy na moje nieszczęście sowa zapukała w okno. 
- Felicia! - rzuciłam się do okna i wpuściłam puchacza. Trzymała w dziobie list, który po kilku sekundach znajdował się moich dłoniach. Za żadne skarby nie wiedziałam kto kto może być.
Otworzyłam list i wyjęłam zawartość.

Spotkajmy się zaraz w Pokoju Źyczeń. Bardzo pilne!
Fred
Strasznie się zdziwiłam. Od kiedy Fred czegoś ode mnie chce? Od kiedy do mnie pisze? Ciekawość mnie zżerała, więc postanowiłam pójść, lecz najpierw zrobiłam z poduszek atrapę mnie. Cicho pobiegłam unikając nauczycieli do Pokoju Życzeń. Pojawił się jako przytulny, mały salon z kominkiem i kanapą. Kręcił się już tam Freddie, który nie mógł ustać w miejscu.
- Jesteś! Myślałem, że nie przyjdziesz! - prawie przytulił mnie chłopak.
- Szczerze to ja też. Mów mi natychmiast po co tu mnie wołasz! - uniosłam głos
- Chodzi o Georga. - wyglądał na bardzo zdenerwowanego i zmartwionego.
- Co się stało?! - teraz ja zaczęłam się denerwować widząc minę bliźniaka.
- Bo widzisz... wczoraj odwalił jakiś numer tym z Durmstrang'u i oni się na nim na pewno zemścili! Słyszałem jak mówili, że zamknęli go gdzieś, ale nie chcą nic powiedzieć! Siedzi tam z pół dnia, a ja go szukam! Pomóż, błagam! - prosił Weasley
- Nie wiedziałam, że zniżysz się do tego poziomu Fred - zaśmiałam się - Pomogę ci, ale... czemu akurat ja?
- Byłaś pierwszą osobą, o której pomyślałem, okej? - przyznał zrezygnowany.
- Czemu masz taką minę, co? - zapytałam uśmiechając się - Żałujesz?
- Dobra Les, ja nie żartuję! Martwię się o niego! Lepiej chodźmy.
- Gdzie? - zapytałam zbita z tropu.
- SZUKAĆ GO, A GDZIE?! - ryknął zdenerwowany.
- Mam lepszy pomysł młotku - szepnęłam - To ci, którzy mieszkają u nas w Pokoju Wspólnym go zamknęli?
- Tak, chyba tak - odpowiedział spokojniej.
- Mam plan. Schowasz się na schodach do Dormitorium i będziesz wszystko słyszał. Pogadam trochę z tymi idiotami. - uśmiechnęłam się szyderczo i puściłam znaczące oko - Chodź! - pociągnęłam go za sobą, ku obrazowi Grubej Damy.
- Czyli tak jak mówiłam...
- Rozumiem - przerwał mi Fred i wszedł do Pokoju Wspólnego. Odczekałam minutę i weszłam po nim. Rozejrzałam się. Sprawcy siedzieli wygodnie na kanapach, śmiali się i grali w jakieś ich narodowe gry. Mniejsza. Usiadłam na kanapie obok nich.
- Cześć chłopcy - powiedziałam słodko trzepocząc rzęsami.
- Cześć prześliczna! - puścił mi oko jakiś chłopak.
- Słyszałam, że zamknęliście gdzieś tego powalonego Weasley'a! - powiedziałam złośliwie chichocząc.
- Tak, siedzi teraz w schowku na miotły - ryknął śmiechem kolejny.
- Rzuciliśmy tam zaklęcie wyciszające, żeby jego idiotyczny brat Fredzio go nie znalazł - powiedział następny, a ja usłyszałam cichy pisk złości Freda.
- Pewnie siedzi tam już pół dnia! - śmiałam się razem z nimi,
- A żebyś wiedziała! - krzyczeli.
- Dobra, ja lecę. Mam imprezę u puchonów - uśmiechnęłam się słodko i wyfrunęłam z Pokoju Wspólnego z prędkością lecącej sowy. Chwile później wyszedł Fred.
- Łał... - jęknął.
- Zatkało? - szturchnęłam go śmiejąc się, a ten zrobił obrażoną minę.
- Mogłaś powstrzymać się od tych wyzwisk... - burknął.
- Chciałeś, żebym znalazła ci brata? To lepiej nie udzielaj mi teraz rad dotyczących mojego aktorstwa! - zagroziłam mu - Przynajmniej już wiemy gdzie jest.
- Schowek na miotły jest tu od groma! - mówił zmartwiony. Podrapałam się po głowie.
- Czy schowki na miotły są na Mapie Huncwotów? - zapytałam, a Freddie podskoczył.
- Jesteś genialna!- przytulił mnie bliźniak.
- Puszczaj! - śmiałam się - A teraz idź wykraść ją Harry'emu! - poleciłam mu, a on pobiegł szybko do Dormitorium. Po trzech minutach był z powrotem z Mapą.
- Tak szybko? - zapytałam.
- Harry dawno już chrapie, a Mapę zostawia zawsze na szafce, więc nie było to takie trudne - Powiedział przyglądając się mapie - Mam! - krzyknął wskazując miejsce, na którym widniał napis: "George Weasley". Poszliśmy w stronę celu.
- Ej Lesie, co się stało, że masz zabandażowaną rękę? - zapytał.
- Zemdlałam i obiłam rękę upadając - skłamałam szybko.
- Jesteś w Skrzydle Szpitalnym?
- Aktualnie nie, ale uciekłam specjalnie dla ciebie - uśmiechnęłam się.
- Ale już okej? - powiedział zatrzymując się przy schowku.
- Tak. - wyciągnęłam różdżkę i wycelowałam w zamek - Alohomora! - krzyknęłam, a drzwi od schowka otwarły się.
- Georg'ie! - rzucił się na siedzącego w kącie brata.
- W KOŃCU MNIE ZNALAZŁEŚ! - krzyczał na niego George - I to na dodatek nie sam... - westchnął głęboko.

- To ja już wrócę do siebie - uśmiechnęłam się lekko.
- Dzięki Lesie. Jesteś najlepsza! - powiedział Fred odwzajemniając uśmiech.
Wróciłam zmęczona do łóżka w Skrzydle. Opadłam na nie z hukiem i niedługo później zasnęłam. Przyjaciele są najlepszym lekarstwem na ból, na strach oraz receptą na szczęście. Dałabym za nich wszystko, przysięgam!

"Przyjażń potępia w chwi­lach trud­nych, nie od­po­wiada
 zim­nym ro­zumo­waniem: gdy­byś postąpił w ten
 czy tam­ten sposób... Ot­wiera sze­roko ra­miona
 i mówi: nie pragnę wie­dzieć, nie oce­niam, tu­taj jest
 ser­ce, gdzie możesz spocząć."

------------------------------------------------
Bardzo dziękuję za przeczytanie i jak zwykle komentujcie! Myślę, że rozdział jest przyjemniejszy i 
lepszy od ostatnich o ciągłym strachu itp.

Rozdział III "Zabójczy dyżur"

Dochodziła godzina osiemnasta. Siedziałam w Pokoju Wspólnym wpatrując się zabójczym wzrokiem w Alex.
- Nie patrz się tak na mnie! - powiedziała zakrywając twarz książką od eliksirów.
- Lepiej teraz zobacz czy istnieje eliksir, który zamieni cię z powrotem w człowieka - uśmiechnęłam się szyderczo. Musiałam już wychodzić, więc wstałam.
- Tylko się nie pozabijajcie - nabijała się dalej.
- Postaram się - rzuciłam obrażona i udałam się do miejsca obok Czary Ognia. Usiadłam na ławce przyglądając się sylwetce zmierzającej w to samo miejsce. Draco zatrzymał się i oparł o ścianę wyraźnie smutny. Jak widać nie tylko ja mam ostatnio powody.
- Co ci jest? - zapytałam próbując jakimś cudem zacząć rozmowę z tym idiotą.
- Co? - podniósł głowę.

- Powiedziałam co ci jest - oznajmiłam mu lustrując go wzrokiem.
- Od kiedy się mną przejmujesz? - zapytał udając zdziwienie.
- Od kiedy się do mnie odzywasz?
- Od kiedy TY się do mnie odzywasz? - warknął, a ja zamilkłam. Oparłam głowę o ręce i wlepiłam obrażony wzrok w podłogę nie patrząc już na tą tlenioną małpę.
- A o co ci dokładnie chodzi? - uległ po chwili.
- Wiedziałam - mruknęłam uśmiechając się pod nosem - Jesteś smutny.
- Ja? - zapytał
- Nie, ja - westchnęłam
- Taki już jestem - powiedział beznamiętnie.
- Fajnie - znów mruknęłam.
- Już? Jesteś już... co ty masz na ręku?! - spojrzał się ze zdziwieniem na połowę odkrytego znaku. Szybko pociągnęłam za rękaw od koszuli i zakryłam znamię.
- Nic! - wrzasnęłam.
- Gdzie tu sprawiedliwość... - westchnął. Chyba nigdy nie widziałam go takiego smutnego i zamkniętego w sobie. Przecież, gdyby wszystko było z nim w porządku to dawno leżałabym martwa. Siedzieliśmy w milczeniu. Malfoy znowu wpatrywał się bezmyślnie w ścianę. Czasami chciałabym czytać w myślach. Świat stałby się fajniejszy, bo mogłabym w każdej chwili komukolwiek doradzić wiedząc co mu dolega. Tak jest teraz. Draco stoi zamyślony, smutny, a ja muszę tylko się zastanawiać, bo i tak się nie dowiem. CO SIĘ DZIEJE Z LESELIE WHITE, CO? Od kiedy to, aż tak bardzo mnie obchodzi?! Miałam dość siedzenia z nim i wstałam, aby się przejść. Chciałam już dać krok do przodu, gdy nagle doszedł do nas okropny, przeraźliwy, dziewczęcy krzyk.
- Malfoy, szybko! - popędzałam go chcąc zobaczyć co się stało.
- Co znowu? - zapytał ocknąwszy się.
- MASZ DYŻUR IDIOTO! - krzyknęłam do niego i pobiegłam ku źródła krzyku. Biegłam jak najszybciej. Widziałam już postać przerażonej dziewczyny i kilku uczniów zebranych obok.
- Co się stało?! - pytałam dysząc ze zmęczenia. Spojrzałam na uczniów. To Lavender Brown tak krzyczała. Wskazała mi palcem na ścianę. W jednej chwili mnie zamurowało. Na ścianie zostało napisane krwią:

"Nadchodzę, pamiętasz?" 
 Zaczęło mi się kręcić w głowie, oczy zaszły mgłą, a rana zaczęła strasznie boleć. Słyszałam stłumione krzyki "White! Co ty wyprawiasz?!", "Nic ci nie jest?", "Co z nią?". Straciłam grunt pod nogami i obraz znów był czarny. Zemdlałam po raz kolejny. Nic nie widziałam, nie czułam i wiem tyle, że teraz było ze mną gorzej.

---------------------------------------------

- Akashi jak myślisz, kiedy się obudzi?
- Leży tu tylko godzinę.
- AŻ godzinę. - słyszałam nad sobą głosy.
- Budzi się! - krzyknęła Alex. Powoli obraz wracał do normalności, ale znowu dostałam bólu głowy.
- Co ja tu robię? - mruknęłam łapiąc się za głowę.
- Zemdlałaś - oznajmiła zatroskana dziewczyna - Ktoś cię tu przyniósł, jesteś w skrzydle szpitalnym.
- Dumbledore będzie chciał z tobą porozmawiać, bo widzisz... - urwał nagle Akashi.
- CO? - krzyknęłam - Co chce?!
- Zobaczył coś niepokojącego i musicie porozmawiać jak tylko wyzdrowiejesz - dokończyła za niego Alex. Przypomniałam sobie, że dużo osób może teraz zobaczyć mój znak. Właśnie! Spojrzałam na moją rękę, która była cała obandażowana. Połowa osób już na pewno widziała, a szczególnie ta, która mnie tu przyniosła.
- Kto mnie tu przyniósł?
- Nie wiemy - odpowiedziała patrząc dziwnie na Akashi'ego.
Westchnęłam głęboko i położyłam się z hukiem na łóżko.
- A co z Malfoy'em? - zapytałam po chwili zamysłu.
- Właśnie skończył dyżur - odpowiedział patrząc na zegarek Ash.
- Sam? - zapytałam nie dowierzając.
- Sam. - odpowiedziała spokojnie Alex i usiadła obok mnie. Spojrzałam na nią obrażona.
- Widzisz już dlaczego nie mogę chodzić na dyżury z Malfoy'em? Umarłam przez niego prawie!
- Odpuszczę ci pod jednym warunkiem. - powiedziała roześmiana
- Słucham - uiaam zaciekawiona na poduszce
- Wezmę do tego Ginny, ale ty będziesz przynajmniej raz na miesiąc robiła to za nią. - tłumaczyła poważnym głosem.
- Dobra... - westchnęłam - Idę spać - powiedziałam zakrywając się kołdrą.
- Lepiej już chodźmy Alex - powiedział ciągnąc dziewczynę za sobą.
- Przyjdziemy jutro! - zdążyła jeszcze krzyknąć i wyszli. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Czułam ogromną potrzebę pójścia do dyrektora. Czułam się już normalnie, ale bolała mnie nadal głowa. Wstałam po cichu, aby Pani Pomfrey nic nie usłyszała. Wymknęłam się na korytarz i szłam spokojnie. Nagle usłyszałam głos Snape'a i schowałam się za kolumną.
- Ale musisz mnie zrozumieć Albusie, że nasza szkoła jest znowu w niebezpieczeństwie - warczał wyraźnie zdenerwowany.
- Ależ ja nie wiem o czym mówisz Severus'ie - ignorował go Dumbledore
- Najpierw Potter, a teraz White! Oni ściągną na szkołę poważne zagrożenie! - nie odpuszczał Snape.
- Nie rozumiem cię. Co mamy zrobić? Zesłać ich na Syberię? - mówił spokojnie dyrektor - To jest ich dom, a naszym obowiązkiem jest ich chronić.
- Sam dobrze wiesz, że SAM - WIESZ - KTO powrócił Albusie! Nie możemy szczególnie teraz narażać Hogwartu!
- Ale też nie możemy traktować ich inaczej! To nie ich wina, że znajdują się w tej sytuacji. Nie zważając na nic Severusie, musimy im pomóc. Skończyłem. - powiedział poważnie i wszedł z trzaskiem do gabinetu. Nie możliwe... on wrócił. Czemu nic nam nigdy nie wiadomo!? Oczy zaszkliły mi się łzami. Próbowałam je powstrzymać, ale nie potrafiłam. Teraz wszystko będzie inaczej, teraz wszystko się zmieni, teraz wszystko będzie się psuć.

"Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?"
--------------

Mam nadzieję (jak zawsze XD) że się podobało. Zostawcie komentarz, bo nie widzę sensu pisania
tylko dla jednej osoby. ( TAK O TOBIE MÓWIĘ OLA) Rozdział trochę krótki i praktycznie o tym 
samym. Nie mam ostatnio weny, ale to nie oznacza, że kończę z pisaniem! Rozdział z dedykiem dla kochanej Oli, dzięki której nie napisałabym tego nigdy! Dziękuję też za obrazek mojej Lesie jako jedenastolatka :D See ya!

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział II "Znak"

Wstałam bardzo wcześnie. Nie mogłam spóźnić się na zajęcia z Transmutacji! Nie chciałam zawalić żadnego przedmiotu na samym początku. Wparowałam do łazienki i szybko założyłam szatę. Wychodząc z Dormitorium spotkałam Ginny, która właśnie zwijała się z łóżka.
- Lesie? Która godzina? - zapytała mnie pół-przytomna.
- Ósma - odpowiedziałam z zadowoleniem.
- Mamy zajęcia dopiero o dziewiątej trzydzieści - zauważyła patrząc się na mnie z widocznym zaskoczeniem.
- Wiem - odparłam dumnie.
- To czemu już jesteś gotowa? - zapytała podnosząc się już z łóżka.
- Idealna okazja, aby zrobić wrażenie na McGonagall - uśmiechnęłam się szeroko i opuściłam pomieszczenie. Szłam spokojnie przez długi korytarz, gdy nagle zza zakrętu wyłonił się jakże kochany Fred Weasley ze swoim bratem bliźniakiem Georgem. Spuściłam głowę i zakryłam twarz włosami z nadzieją, że mój aktualny wróg numer jeden mnie nie dostrzeże. Myliłam się.
- No cześć Leselie! - wyszczerzył się jeden z nich (naprawdę trudno ich odróżnić)
- Ta... hej - mruknęłam i próbowałam ich wyminąć, ale oni jak najbardziej próbowali mnie zatrzymać.
- Mogę przejść? - zapytałam nadal obrażona.
- Chodzi ci o ten kufer? Przeprosiłem! - droczył się Fred
- Może. Mogę już?! - nalegałam i znów próbowałam ich wyminąć.
- Oj Lesie, nie spiesz się tak - drażnił mnie coraz bardziej - Przyjmiesz te moje przeprosiny, czy nadal będziesz się tak boczyć? - zapytał wielce rozbawiony
- Ja?! Boczyć?! - warknęłam - Niech ci będzie...
- No i dobrze - poklepał mnie po ramieniu - Idziesz na śniadanie?
- Tak, ale wolę usiąść sama, - powiedziałam - bo boję się,że przy was "jakimś cudem" mleko na talerzu eksploduje - szeroko się uśmiechnęłam i ich (nareszcie sukcesywnie) wyminęłam. Znajdowałam się niedaleko Wielkiej Sali, więc szybko do niej weszłam i zajęłam wolne miejsce przy stole Gryfonów. Nalałam mleka do miski i wsypałam płatki. Niedługo później do sali weszły Ginny, Hermiona i Alex, które usiadły naprzeciwko mnie.
- Lesie, mam prośbę! - powiedziała błagalnym tonem Alex.
- Słucham - westchnęłam głęboko.
- Pójdziesz ze mną na zebranie Prefektów? Błagam! - prosiła dziewczyna. Wzięłam głęboki oddech. Czemu wszyscy dzisiaj czegoś ode mnie chcą?! Nie mogłam jej odmówić i się zgodziłam.
- Świetnie! Przyjdę po ciebie po lekcjach.

                                                                      -**********-

Po lekcjach wybiła godzina spotkania Prefektów. Jakoś szczęśliwa nie byłam, ale musiałam to znieść. Weszłyśmy do sali od zaklęć, gdzie miało odbyć się zebranie. Usiadłyśmy na krzesłach obok jakiś Krukonów.
- Czy ja powinnam tu być? W końcu to zebranie prefektów - szepnęłam niepewnie do dziewczyny.
- Mogę zabierać ze sobą jedną osobę do pomocy - odpowiedziała poważnie Alex. Chyba za bardzo wczuła się w rolę, ale nie będę wnikać w jej zamiary i grę aktorską, bo to zawsze źle się kończy.
- Proszę już o ciszę! - zawołał pewien Ślizgon, stojąc na środku klasy - Od teraz to ja będę prowadził każde spotkanie i jeśli będziecie mieli jakieś pytania, to proszę, aby kierować je do mnie - uśmiechnął się chłopak. Nie był taki sam jak inni Ślizgoni. Miał niebieskie oczy oraz brązowe włosy. Większość dziewczyn ze spotkania nie odklejało od niego wzroku i chyba się tym razem nie dziwię.
- Z racji tego, że w tym roku odbywa się Turniej Trójmagiczny i są nowi uczniowie, będziemy musieli zwiększyć częstotliwość dyżurów. Chciałbym, żeby z każdego domu wybrano trzy osoby, które zostaną wydzielone przez prefekta do pełnienia tego obowiązku - powiedział czytając z kartki. W tej chwili Alex posłała do mnie złowieszczy uśmiech.
- Nie myśl sobie! - szepnęłam
- Już za późno - uśmiechnęła się szyderczo. Znowu głośno westchnęłam. Poniedziałek... jak ja nienawidzę poniedziałków.
- W sumie to na tyle. Podejdźcie do mnie zaraz, a rozdam wam regulaminy do wywieszenia w Pokojach Wspólnych - znowu się uśmiechnął.
Rozejrzałam się dookoła. Prawie wybuchnęłam śmiechem, gdy zobaczyłam wśród zebranych Draco Malfoy'a, który pomagał temu chłopakowi. Od kiedy on zrobił się taki miły? Po chwili Ślizgon podszedł do mnie i do Alex.
- Proszę - uśmiechnął się ciepło do dziewczyny i podał jej regulamin. Alex odwzajemniła się szybko - A tak w ogóle to jestem Akachi Rush - podał mi rękę nadal się uśmiechając.
- Leselie White - podałam mu rękę
- Alexandra Nore, ale mów do mnie Alex - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Dobra Ach, dosyć tych znajomości - warknął zza jego pleców Malfoy - Musimy iść już do McSzczotki - spojrzał na mnie złośliwie- My się już chyba znamy.
- Aż za bardzo - powiedziałam unikając jego spojrzenia. Odwróciłam się.
- Alex, proszę cię chodźmy już - ciągnęłam ją za rękaw od szaty.
- Lesie idź sama! Muszę jeszcze tu zostać. - odpowiedziała i kompletnie zignorowała. Nie zważając już na wszystko po prostu wyszłam i skierowałam się w stronę Pokoju Wspólnego.


                                                                  -****************-

Obudziłam się w środku nocy czując ogromny ból na prawej ręce. Wstałam z łóżka, gdyż ból nie dawał mi zasnąć. Poszłam do łazienki i zaczęłam przemywać dłonie zimną wodą. Ból był tak ogromny, że oczy zaszły mi mgłą i ledwo cokolwiek widziałam. W pewnym momencie obraz zanikł. Widziałam tylko ciemność i prawdopodobnie zemdlałam. W tej sekundzie ból ustał, a ja nie widziałam nic i nic nie słyszałam. Ocknęłam się, gdy za oknem jeszcze było ciemno z bólem głowy, ale nie można go porównać w żadnym stopniu z odczuwanym wcześniej. Spojrzałam na rękę, którą przemywałam. To co zobaczyłam sparaliżowało mnie tak, że przez chwile zapomniałam jak się oddycha. Na mojej dłoni wycięty był napis:
"Nadchodzę"
Nie wiedziałam co mam robić. Budzić Ginny? Alex? Bałam się. Jedyne co mi pozostało, to dowiedzenie się co nadchodzi. Może powinnam to zgłosić nauczycielowi? Komukolwiek! Martwię się, że mogliby zakazać mi gdziekolwiek wychodzić. Musisz być silna Lesie. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Dasz radę sama. Jeśli udało ci się uciekać przed Śmierciożercami, to teraz też dasz radę. Położyłam się z powrotem do łóżka i usnęłam. Obudziłam się dopiero o ósmej. Dziewczyn nie było już w łóżkach ani w Pokoju. Ubrałam się w szatę i wybiegłam na korytarz. Idąc do Wielkiej Sali poczułam, że mam mokre oczy. Przetarłam je kawałkiem szaty, ale zapewne i tak były czerwone. Korytarze były puste. ZASPAŁAM! Biegłam co raz szybciej. Udało mi się dobiec całej, ale zwróciłam na siebie uwagę wszystkich (znowu). Usiadłam szybko obok Ginny widząc minę Mistrza Eliksirów. Może mi się to zdawało, ale jego włosy były mniej tłuste niż zwykle. Masz już zwidy Lesie! Ehhh... wtedy przemowę zaczął Dumbledore.
- W celu wybrania uczestników postawiliśmy Czarę Ognia, do której możecie wrzucać swoje imiona i nazwiska. Przypominam, że mogą wziąć udział tylko osoby, które ukończyły siedemnaście lat. Zgłoszenia przyjmujemy do Halloween. Życzę miłego posiłku - zakończył, a uczniowie zaczęli jeść.
- Leselie... coś się stało? - zapytał przyglądając mi się Harry.
- No właśnie! Wyglądasz okropnie - stwierdził Ron za co mocno oberwał od Hermiony w głowę - AŁA! - wrzasnął. Popatrzyłam się na niego.
- Nie wiem. Chyba coś wpadło mi do oka i zaczęłam łzawić - tłumaczyłam zakrywając rękawem wycięcie. Harry i Ron nie odezwali się do mnie  i zaczęli jeść. W pewnym momencie Alex zaczęła mnie szturchać.
- Co jest? - zapytałam
- Masz dzisiaj wieczorem pierwszy dyżur obok Czary - szepnęła dziewczyna
- Z kim?
- Nie będziesz zadowolona.
- No powiedz! - nalegałam
- Z Malfoy'em.
- Nie będę z nim dyżurowała! - prawie krzyknęłam, a Draco spojrzał się na nas.
- Gapi się teraz na nas! - szepnęła głośniej
- Niech się gapi, po to ma oczy - warknęłam
- To chyba nie był dobry pomysł ... - wtrąciła Ginny
- Nie może nikt za mnie pójść? - pytałam błagalnym tonem
- Nie - westchnęła Alex
- A, co jak nie pójdę?
- Osobiście cię zabiję - uśmiechnęła się złowieszczo
- Wybieram śmierć - powiedziałam i szybko wstałam obrażona od stołu - Idziecie ze mną zobaczyć Czarę? - zapytałam zmieniając ton na łagodniejszy. Dziewczyny spojrzały się na siebie
- Pewnie - odpowiedziała Ginevra i wszystkie trzy ruszyłyśmy. Na miejscu usiadłyśmy na ławce i przyglądałyśmy się zainteresowanym uczniom. Do sali wszedł właśnie Wiktor Krum i puścił kartkę do ognia Czary.
- Lesie doradź nam! - usłyszałam za sobą dwa takie same głosy i po paru sekundach miałam przed sobą dwóch bliźniaków.
- Czemu ja? - zapytałam zrezygnowana
- Skoro nie... - spojrzeli się na siebie i wrzucili karteczki do Czary Ognia.
- Co wam odwaliło? - krzyknęłam, a oni podeszli bliżej.
- Chcemy wziąć udział - odpowiedzieli bez emocji.
- Ale... to niebezpieczne! - powiedziałam zmartwionym tonem.
- Nie ufasz dwóm, najlepszym, najzabawniejszym i najodważniejszym bliźniakom w całym Hogwarcie? - zapytali dumnie
- Nie. - odpowiedziałam, a oni znowu się na siebie spojrzeli - Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia. Przynajmniej nie będę musiała wymyślać planu zemsty. - uśmiechnęłam się szeroko i wróciłam do rozmowy z przyjaciółkami. Wahałam się. Czy powiedzieć komukolwiek o... znaku? Co on mógłby oznaczać? Czy to mi zagraża?


"Od­wa­ga to pa­nowa­nie nad strachem, a nie brak strachu.
Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear."

-----------------------------------
Ogólnie strasznie mi się nie podoba ten rozdział, ale nie chciałam pisać go od nowa (4h pracy).Mam nadzieję, że robi się on trochę ciekawy. Jeśli coś  
się nie podoba to skomentuj. Naprawdę potrzebuję trochę krytyki. Do zobaczenia za rok. Happy New Year! :D

środa, 30 grudnia 2015

Rozdział I "Wszystko zmienia się na lepsze"

Czasami ciężko jest uwierzyć, jak bardzo szybko mija czas. Skończyłam w lipcu piętnaście lat, a teraz idę peronem, ku rozpoczęciu czwartego roku w Hogwarcie. Jeszcze cztery lata temu chodziłam tędy przerażona i samotna, a dziś? Wiem gdzie jestem oraz wyczekuję przyjaciół. Czego chcieć więcej? Oparłam się o ścianę i rozejrzałam. Dostrzegłam w oddali rude czupryny. Ucieszyłam się na ich widok. Myślałam, że to ukochani Weasley'owie, którzy przyjęli mnie jak siostrę, ale po głębszym przyjrzeniu się uznałam, że to nie oni.                                                           
- Przecież jest masę rudych ludzi w Anglii, myśl Lesie! - skarciłam się w myślach. Minuty mijały, a ja coraz bardziej martwiłam się o przyjazd Weasley'ów. Tłumaczyłam sobie, że praktycznie zawsze się spóźniają. Trochę mnie to uspokoiło. Nagle z zamysłu wyrwał
mnie bardzo dobrze znany głos.
- Lesie! Tu jesteś! - rzuciła się na mnie moja przyjaciółka Alex. Poznałyśmy się na pierwszym roku, ponieważ obie jesteśmy w Gryffindorze oraz dzielimy razem pokój.
- Jak ja cię dawno nie widziałam! - uwolniłam się z zabójczego uścisku.
- Lepiej wytłumacz mi dlaczego nie odpisywałaś na listy?! Wysyłałam ci ich tonę! - założyła ręce na piersi.
- Ile razy mam wam powtarzać, że Ciotki chcą dla mnie najgorzej? - powiedziałam opadając pod ścianę. Alex zakryła usta i powiedziała coś w stylu: "No tak!" i usiadła obok mnie, po czym uśmiechnęła.


- No już się nie gnieeeewaj! - przeciągnęła dziewczyna śmiejąc się.
- Ha - ha. Bardzo śmieszne! - udałam obrażoną, ale też się uśmiechnęłam. - Widziałaś gdzieś Ginny? Weasley'ów?
-Nie, oni zawsze się spóźniają - powiedziała zerkając na zegar - Jest za dziesięć, musimy się zbierać Les - zauważyła i obie wstałyśmy i zaczęłyśmy zbierać bagaże. Po kròtkim czasie weszłyśmy do pociągu, a tam wyczaiłyśmy wolny przedział. Bez wahania weszłyśmy i schowałyśmy bagaże. Po pięciu minutach, o równej godzinie pociąg ruszył.
- Już jedziemy, a naszej słodkiej Ginn nie ma - westchnęłam i wstałam, aby wyjąć z kufra książkę na podróż. Po sukcesywnym wyjęciu lektury chciałam go zamknąć, ale właśnie do przedziału wparowali spóźnieni Weasley'owie z Harry'm i Hermioną otwierając drzwi z takim hukiem, że kufer spadł na mnie, przy czym upadłam na ziemię. 
- Lesie! Nic ci nie jest?! - wrzasnęła na pół pociągu Ginevra - Fred ty idioto! Nie umiesz otwierać drzwi?! - wydzierała się na brata Rudowłosa podnosząc mnie z podłogi. 
-Sorry Less, nie chciałem - przeprosił Fred, a ja podniosłam książkę, przeklnęłam pod nosem i usiadłam obrażona na miejscu. 
- Chcecie w coś pograć? - zapytał Ron - Chyba nie będziemy tu tak tylko siedzieć, rozmawiać i czytać... 
- Mamy idealną grę! - klasnął w dłonie George - Tata ostatnio przyniósł nam mugolskie karty do gry. Chcecie pograć? - zapytał. Prawie każdy wyraził zgodę. Usiedli na podłodze i mieli już zaczynać grę, gdy NARESZCIE skapnęli się, że ja nadal siedzę i czytam.
- Hej Leselie, nie grasz? - zapytał Harry.
- Wolę czytać. Za dużo napatrzyłam się na mugolskie gry - odparłam beznamiętnie, nie odrywając nosa od książki.
- A co ty tam ciekawego czytasz? - zapytał drocząc się Fred. 
- Transmutację - znowu odpowiedziałam patrząc w książkę.
- Po co? - zapytał całkiem rozbawiony rudzielec. Położyłam otwartą książkę na kolanach.
- Uskuteczniam mój plan zemsty - powiedziałam złośliwie się uśmiechając i wróciłam do lektury. Fred najwyraźniej dał sobie ze mną spokój. Nie wiem na czym polegała ich gra w karty,  ale po części wiem jak zamienić tego idiotę w kota. Nawet nie zauważyłam jak pociąg się zatrzymał i byliśmy na miejscu. Przepłynęliśmy łódkami do Hogwartu i weszliśmy po jakimś czasie do Wielkiej Sali. Usiadłam obok Ginny i po Ceremonii Przydziału wsłuchałam się w głos Dumbledore'a.
- Pragnę was wszystkich powitać na nowym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa  w Hogwarcie! - w sali rozniosły się oklaski - Ten rok Będzie dla nas wyjątkowy! Pragnę wam ogłosić, że w naszej szkole odbędzie się Turniej Trójmagiczny! - tym razem w sali rozniosły się głośnie szepty - Lecz stety lub niestety udział mogą wziąć tylko uczniowie którzy ukończyli siedemnaście lat! - wtedy w sali rozległo się rozczarowanie. Bliźniacy Weasley zaś przybili sobie piątke i strasznie się cieszyli.
-Farciarze... - mruknął Ron
-Cisza! - krzyknął Dumbledore - Mamy zaszczyt powitać uczniów z Instytutu Magii Durmstrang! - wykrzyczał, a do sali weszło wielu umięśnionych chłopaków ze swoim, o trzy głowy wyższym Dyrekorem. Dziewczyny wzdychały na ich widok i jedynie ja i Hermiona zaczęłyśmy się z nich śmiać.
- No co ci jest! - szturchnęła mnie rozmarzona Ginny.
- N-nic - powiedziałam śmiejąc się.
- Oraz nie możemy zapomnieć o uczennicach z Akademii Magii Beauxbatons! - mówił dalej Dyrektor.
Do sali wbiegło pełno Francuzek, które tak podskakiwały na swoich nogach, że znowu dostałam napadu śmiechu, ale widząc minę Profesor McGonagall szybko się uspokoiłam. Nie mogłam na dobry początek zawalić transmutacji! Nie teraz, gdy mam idealną okazję do zemsty!
- A teraz pragnę rozpocząć ucztę! - zakończył przemówienie Dumbledore i prawie każdy rzucił się na jedzenie (a w szczególności Ron). Spojrzałam się na stół Slytherinu, bo tam siedziało najwięcej uczniów z Durmstrangu. Niestety mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Malfoy'a, który patrzył na urocze (zdaniem Georga) Francuzki. Ja z Malfoy'em nie mieliśmy nigdy dobrych relacji. Sawsze sprawiał problemy Harry'emu, a Hermione wyzywał od szlam. Posłał mi tylko szydercze spojrzenie, a ja odwzajemniłam się złośliwym uśmieszkiem. Jakoś bardzo go to nie przejęło, ale ja miałam satysfakcję z tego, że się odczepił. Spojrzałam na zegar i szybko wstałam od stołu.
- Lesie, gdzie idziesz? - zapytała Ginny patrząc ze zdziwieniem.
- No jak to gdzie? - powiedziałam pospiesznie - Zająć łóżko, za nim zrobią to za nas te puste lale z Francji! - prawie krzyknęłam zwracając uwagę innych uczniów, ale nie zwracając na to zbytniej uwagi, pobiegłam do Dormitorium. Okazało się, że będą z nami dzielić pokój dwie dziewczyny z Beauxbatons - Sarah i Sophie. Nie rozmawiałam z nimi, ale wydają się nie być całkiem miłe.

Siedziałam na kanapie w Pokoju Wspólnym i czytałam Transmutację. Był już póżny wieczór, a słońce dawno zaszło. 
Nagle do pokoju weszła Alex i opadła z hukiem na kanapę obok. 
- Co się stało? - zapytałam odkładając książkę na bok.
- Z-zapomniałam o-o zebraniu - tłumaczyła zdyszana
- Zebraniu?
-Prefektów! - obudziła się i wrzasnęła na cały PW.- Biegłam szybko przez cały Hogwart... i w połowie drogi uświadomiłam sobie, że ono odbędzie się jutro.
- Gratuluję! - powiedziałam przez śmiech podnosząc się z kanapy. 
-A ty gdzie idziesz? - zapytała podnosząc głowę
- Spać? - zapytałam zdziwiona
- Aaaa... - mruknęła pod nosem Alex. Po cichu weszłam do Dormitorium. Usnęłam tego dnia równo ze dotknięciem głową poduszki.

-------------------------------------------------****************------------------------------------------------

Rozdział wyszedł chyba długi... 
Dajcie znać czy się podoba! :3

wtorek, 29 grudnia 2015

♥Prolog♥



Nazywam się Leselie White i mam piętnaście lat. Mieszkam w mugolskim sierocińcu, po 
tym jak śmierciożerca, gdy miałam pięć lat, zabił moich rodziców zaklęciem 
niewybaczalnym. Evanna i Lorcan White (bo tak nazywali się moi rodzice) byli oboje
ważnymi postaciami w Ministerstwie i prawie każdy znał ich nazwisko oraz twarz.
Jedyna ja nie potrafiłam przypomnieć sobie wyglądu rodziców. Codziennie słyszę tylko 
dźwięczny głos mojej matki: "Lesie, bardzo cię kocham, ale musisz uciekać. Biegnij!" i 
nic poza tym. Ciotki w sierocińcu mnie nienawidzą tylko dlatego, że jestem inna. Jako 
jedenastolatka dostałam list z Hogwartu. Spodziewałam się tego, bo dużo słyszałam jak
Ciotki gadały, że wreszcie się mnie pozbędą i z pewnością słyszały o moim pochodzeniu. 
Były tak uradowane, że wyjeżdżam i na ulicę Pokątną zabrały mnie już następnego dnia. 
Pierwszego września na peronie długo się kręciłam i nie wiedziałam co robić, bo
opiekunki dawno zostawiły mnie pod King Cross. Nikt nie zwracał uwagi na mnie - 
jedenastoletnią, niską blondynkę o błękitnych oczach, bo każdy zajmował się sobą.
Było strasznie tłoczno i głośno więc mój lęk z każdą sekundą narastał. Jednak wybiła 
ta godzina i musiałam wsiąść do wagonu. Wzięłam bagaż i usiadłam w wolnym 
przedziale. Siedziałam cicho rozmyślając o tym, co mnie czeka w Hogwarcie. Nie 
wiele wiedziałam o tej szkole. Nagle drzwi od przedziału 
otworzyły się z wielkim hukiem.

- Czy jest tu zajęte? - zapytała mnie mała, rudowłosa dziewczynka z dwoma wysokimi,
 także rudymi bliźniakami na czele.

- Mmmm, chyba tak - odparłam zmieszana rozglądając się.

- A, możemy się dosiąść? -pytał śmiesznie błagalnym tonem jeden z bliźniaków.

- Jasne! - odpowiedziałam i spróbowałam się uśmiechnąć. Jak najbardziej chciałam
 się z nimi zaprzyjaźnić, bo nie chciałam zostawać sama w tej wielkiej szkole, a i tak
wydawali się mili. Rudzielcy rozsiedli się na fotelach i odłożyli bagaże.
- Ja jestem Ginny Weasley, a to...
- Fred i George Weasley - dokończyli za dziewczynkę dwaj chłopcy. Rudowłosa tylko
 głęboko westchnęła i na chwilę spuściła głowę, ale szybko ją uniosła.
- A ty? - zapytała swoim piskliwym głosem.
- Leselie White - uśmiechnęłam się do niej.
Dalszą drogę śmialiśmy się i dużo rozmawialiśmy, a gdy pociąg się zatrzymał
trzymałam się blisko Ginny. Pamiętam jeszcze Ceremonię Przydziału... dopiero wtedy 
poczułam prawdziwy strach.
Pierwszą wywołano Ginny. Tiara nie musiała się długo zastanawiać i przydzieliła 
ją do Gryffindoru, tak jak każdego Weasley'a.
- Leselie White! - wywołała mnie Minerva McGonagall. Serce zaczęło szybciej bić,
 a pot zalewał mnie niczym Tsunami. Usiadłam szybko na stołku.
- Panna White! - wrzasnęła Tiara, a ja prawie dostałam zawału serca -  Gdzie by cię
 tu przydzielić... Ravenclaw, Slytherin... Jesteś mądra. Tak! Widzę jakiś ukryty talent,
 ale jedna z cech góruje nad wszystkim Leselie. GRYFFINDOR! - znowu wrzasnęła, ale
 tym razem odetchnęłam z ulgą i pobiegłam do stołu mojego domu. Czekała tam już na
 mnie Rudowłosa, która wraz z pozostałymi klaskała.


Usiadłam szybko obok niej i szczęśliwie uśmiechałam. Z pewnością zaczęło mi się tam
podobać.

-------------------------------------------------------********------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że pierwszy "rozdział", a bardziej prolog wam się spodobał :D
Jeśli tak, to nie zapomnijcie o komentarzu! Bardzo proszę :) Z góry przepraszam, że
tak mało napisałam, ale w końcu to dopiero wstęp! ^.^ 


~~Mrs Malfoy~~