sobota, 6 lutego 2016

Rozdział X "Odłączam się od świata i nie myślę..."

Ziemia krąży dookoła Słońca. Towarzyszy jej jeszcze sześć planet. Całość tworzy układ słoneczny. Układ słoneczny znajduje się we wszechświecie, czyli kosmosie. Posiadam teorię, że Hogwart działa na tej samej zasadzie. Temat zadań krąży dookoła Życia w Hogwarcie. Towarzyszy mu jeszcze sześć innych tematów, czyli uczestnicy, bal, gościnne szkoły, gościnni nauczyciele, puchar oraz kto go zdobędzie. Całość tworzy "Niewyjaśniony temat zainteresowań". " Niewyjaśniony temat zainteresowań" znajduje się w każdej głowie tej szkoły. Pierwsze zadanie miało odbyć się dwudziestego czwartego listopada, a był nieszczęsny początek. Czeka mnie jeszcze pół miesiąca słuchania o Turnieju, Udało mi się dowiedzieć co będzie dalej z Harry'm. Niestety uznano, że to nie mógł być przypadek i ma wziąć udział. Nie popieram tego pomysłu, a nawet zabroniłabym robić cokolwiek związanego z Turniejem! Nie rozumiem logiki tych nauczycieli, naprawdę... 
- Nie mogę dziś tego przepuścić! Harry mnie zabije, a przecież wiecie jak mi na nim za... - urwała Ginny czerwieniąc się - To znaczy... na tym zależy! - dokończyła szybko, chodząc nerwowo po pokoju.
- Czy kiedykolwiek go zawiodłaś? - stawiała ją do pionu Alex.
- Wiele osób... - mruknęła smutno.
- Na przykład? - wtrąciłam się, odrywając nos od podręcznika od Transmutacji.
- N- na pewno wiele razy, nie będę wymieniała! - bawiła się nerwowo kosmykami rudych włosów.
- Przecież krukoni wcale nie są lepsi! Dacie radę... - pocieszała Nore.
- Jeśli to przegramy to przysięgam, że rezygnuję! - mówiła żałośnie - Muszę się zbierać - wstała z łóżka i stanęła obok drzwi.
- Trzymamy za ciebie kciuki! - powiedziała życzliwie Alex, a Ginny wyszła z pokoju - My chyba też powinnyśmy się zbierać - spojrzała na mnie radośnie.
- Chyba za dobrze układa ci się z Akashi'm. Jesteś ostatnio cała w skowronkach! - zaśmiałam się pod nosem i odłożyłam podręcznik na szafkę nocną. Alexandra zamyśliła się. Możliwe, że udało mi się znaleźć sposób na to jak ją uciszyć. Wstałam leniwie z łóżka i założyłam na siebie bluzę oraz czapkę.
- Idziesz? - zapytałam, ale przyjaciółka ani drgnęła - Co się stało?
- Ej, Leselie... - mruknęła odwracając się w moją stronę.
- Tak? - spojrzałam na nią oszołomiona.
- Czy to normalne, że spodobał mi się ślizgon? - sczerwieniała na twarzy Nore.
- Co?! - wytrzeszczyłam oczy - Jaki znowu... Ash? - uniosłam brwi.
- To wszystko, co on ostatnio dla mnie zrobił tak bardzo na mnie źle działa! Przez niego mam huśtawkę emocjonalną! - mówiła niewyraźnie, bo przygwoździła swoją twarz do poduszki.
- Może powinniście pogadać? Eh... Alex, sama dobrze wiesz, że nie znam się na uczuciach! - jęknęłam.
- To samo powiedziała mi Ginny! Obie jesteście najwyraźniej dla siebie stworzone! - mamrotała.
- Alex błagam pospiesz się! Spóźnimy się! - prosiłam przyjaciółkę, ale ona nie ruszała się z miejsca.
- Idź sama. Powiedz, że się źle poczułam...
- Chyba sobie żartujesz!? - spojrzałam wściekle - Miałyśmy iść razem!
- Nie pójdę nigdzie! Jeszcze go "przypadkiem" spotkam! Muszę wszystko przemyśleć! - krzyczała przez poduszkę.
- Jak chcesz - rzuciłam krótko i wyszłam z Dormitorium, Przechodząc przez pokój wspólny nie zauważyłam ani jednej żywej duszy. Prawdopodobnie już wszyscy zebrali się na meczu, a ja jestem spóźniona. Nie pozostało mi nic innego jak biec ile sił w nogach zanim Ginny zauważy, że mnie nie ma. I tak już nie żyjemy, bo nie zabrałam z sobą Alex. Udało mi się dobiec w trakcie rozpoczynania meczu i weszłam niezauważalnie na trybuny.




Gra od samego początku nie szła im za dobrze, Co chwila tracili punkty, a następnie je nadrabiali. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nie potrafili być z przeciwnikami na równi. Jak ja bardzo dobrze znam to uczucie... Próbujesz być z kimś na tym samym poziomie, wstajesz, prawie jesteś takiego samego wzrostu i nagle, gdy jesteś najbliżej swojego celu - upadasz. Rozejrzałam się po trybunach. Czy to normalne, żeby na meczu krukoni oraz gryfoni pojawili się dwaj ślizgoni? Z różdżkami? Coś się nie zgadzało. Przymrużyłam oczy. Szeptali coś! Byłam tego pewna! To nie mogły być zaklęcia! Lecz, gdyby się zastanowić... To jeden z powodów słabej gry Gryffindor'u. Musiałam ich powstrzymać, bo z dwoma jęczącymi dziewczynami w jednym pokoju nie wytrzymam! Pozostały mi jeszcze te dwie Francuzki, ale one rzadko zjawiają się w ciągu dnia i prawie w ogóle ich nie widuję. Musiałam ratować grę naszych. Wpadł mi na szybko pewien plan, który miał pięćdziesiąt procent szans na sukces. Zbiegłam szybko z trybun i weszłam pod nie. Nie było tam bezpiecznie, bo drewno silnie drgało. Pierwsza zasada Leselie - zawsze noś różdżkę ze sobą. Wyciągnęłam ją z i zaczęłam wypowiadać cicho zaklęcia, ale jednak ich zaklęcia były silniejsze. Podeszłam bliżej szpary, przez którą było widać ich nogawki. Wtedy do głowy przyszedł mi niecny pomysł. Długo ze sobą walczyłam, ale ostatecznie nacelowałam na nie różdżką.
- Aquamenti - szepnęłam, a niepohamowany strumień wody poleciał prosto na buty ślizgonów.
- Ej, Tom! Tu jest mokro! - krzyczał jeden.
- Trudno! Znasz jakieś lepsze miejsce? - szeptał złośliwie.
- To nic nie da... - mruknęłam do siebie - Myśl! - przeszukałam w myślach wszystkie znane mi dotąd zaklęcia. Wpadłam na kolejny złowieszczy plan.
- Incendio - z mojej różdżki poleciał gorący płomień, który podpalił nogawki winowajców. Obaj zaczęli głośno krzyczeć.
- Robbie! Idziemy, szybko! - zaczęli uciekać. Uśmiechnęłam się do siebie zwycięsko. Usłyszałam za sobą ciche oklaski. Odwróciłam się. Ujrzałam wysokiego blondyna, który stał niedaleko schodów.
- No nieźle! - klaskał w dłonie dalej.
- Błagam powiedz, że nic nie widziałeś! - spojrzałam żałośnie na niego.
- Ok, rzuć jeszcze na mnie Obliviate, to zapomnę. Widzę, że jesteś w tym świetna! - zaśmiał się - Jestem Codie jak coś - Uśmiechnął się,
- Lesie... - mówiłam niepewnie.
- Jesteś strasznie nieśmiała! - śmiał się pod nosem.
- To ty bierzesz udział w Turnieju, prawda? - zapytałam pewniej.
- Strzał w dziesiątkę - włożył ręce do kieszeni. Spojrzałam się na niego.
- Mama nie uczyła cię, że nie ładnie tak rozmawiać z dłońmi w kieszeni? - mówiłam udając powagę. Codie wyszczerzył swoje zęby.
- A mama nie uczyła cię, że nie ładnie tak podpalać czyjąś szatę? - odwzajemnił się.
- Nie igraj z ogniem - rzuciłam niewyraźnie,
- Możesz powtórzyć? - udawał, że nie usłyszał. Cały czas uśmieszek nie schodził mu z twarzy.
- Nie - uśmiechnęłam się wrednie.
- I tak słyszałem! - bawił się w tę grę słów dalej.
- Możemy skończyć? - zaśmiałam się.
- A czemu? Idealnie się dogadujemy! - podszedł bliżej - Leselie, tak?
- Mów do mnie jak chcesz.
- Nie wiesz na jakie imiona potrafię wymyślić - puścił do mnie oczko.
- Naprawdę zabawne...- ironicznie westchnęłam
- Potrafię być zabawniejszy!
- Naprawdę? - udawałam zachwyt.
- Oczywiście! - sprzedał mi swój firmowy uśmieszek - Przejdziesz się ze mną na błonia? Chyba nie będziesz siedziała pod trybunami cały dzień - spytał.
- Może i bym mogła siedzieć cały dzień - oparłam się przekornie o drewnianą belkę.
- Aż tak bardzo nie chcesz? - uśmiech zszedł mu z twarzy.
- Mogłabym, ale przyjaciółka mnie zabije - mruknęłam.
- Wystarczy, że opowiesz jej jak pomogłaś wygrać jej mecz - opowiadał przekonywująco- To jak? - spojrzał na mnie wzrokiem, któremu raczej nie dało się odmówić. Przytaknęłam lekko głową, na co on odpowiedział szerokim uśmiechem. Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził bez słowa na błonia. Miałam przez cały ten czas ochotę głośno się śmiać, ale nie chciałam psuć jego milczenia. Usiedliśmy na kamieniach obok jeziora, tak że dzieliło nas od niego parę malutkich kroków. Chłopak uśmiechnął się łobuzersko.
- A więc... - zaczął - Opowiedz coś o sobie - wlepił swój wzrok w wodę, która odbijała nasze sylwetki.
- To znaczy? - spojrzałam na jego twarz, lecz ten nie odwrócił wzroku. Atmosfera mocno się zmieniła. Nie był już uśmiechnięty, a obojętny.
- Skąd jesteś, kim jesteś... kim są twoi rodzice - wymieniał. Ostatni przykład powiedział niepewnie. Przekierowałam spojrzenie w stronę lasu.
- Nie wiem w prawdzie nic o moich rodzicach - mówiłam bez oznaki jakiejkolwiek emocji - Nie żyją odkąd pamiętam.
- Ja nie... - chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Byli ludźmi, którzy zginęli za mnie. Kazali mi uciekać, gdy oni tak po prostu ich zabili. Nie chcę ich teraz zawieść... Chciałabym pokazać im, że w każdej sytuacji będę odważna tak jak oni. Nigdy nie widziałam ich twarzy, jedynie rozmazane w mojej pamięci. Chciałabym ich kiedyś zobaczyć... - parsknęłam cichym śmiechem - Chyba za dużo już o mnie wiesz! - spojrzałam znów na jego minę. Jego oczy świeciły się smutno.
- Tak łatwo ci o tym mówić... - stwierdził.
- Opowiadałam to już tyle razy, że jest mi łatwo. Uwierz mi, że powyżej sześćdziesiątego razu działa - uśmiechnęłam się lekko - Chyba twoja kolej... - dodałam niepewnie.
- Tak, moja - zaczął - Mam dwoje rodziców, siostrę, babcię i dziadka. Zapewne pomyślałaś, że jesteśmy pełną, kochającą się rodziną, ale jednak pozory mylą - mówił w przeciwieństwie do mnie; smętnie i bezsilnie. Jego ton sam spowodował u mnie żal. Rzucił mocno kamieniem w wodę - Wiesz, mój ojciec nie należy do tych łagodniejszych. Jak byłem mały krzyczał wiecznie na moją matkę, a zdesperowani dziadkowie wyprowadzili się. Wiele razy wypominał mi, że jestem nikim, że nie nadaję się na syna...
- Czemu!? - wykrzyczałam wyładowywując emocje. Szybko oprzytomniałam i złapałam się za usta - Przepraszam - szepnęłam.
- Nie podobało mu się to, że zadaję się z mugolami, że gram na gitarze i śpiewam. Zawsze wolał, żebym był jak synowie jego "kolegów", czyli muszę grać w quidditch'a, być najlepszym uczniem w Hogwarcie i między innymi dlatego wrzuciłem tą kartkę do czary, żeby zobaczył, że potrafię być taki jak chce! - znów wściekle rzucił kamieniem do rzeki - Nienawidzę go!
- Czemu robisz tak jak on chce?! Bądź sobą! - próbowałam do niego przemówić, a on zaśmiał się pod nosem.
- Nic nie rozumiesz... - westchnął.
- To mi wytłumacz! - podniosłam głos. Wszystko źle na mnie działało. W końcu odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał mi prosto w oczy.
- On mnie wiecznie poniża Leselie! Nie rozumiesz? Chcę to skończyć! - mówił mi wyraźnie, prosto w twarz.
- Nie narażaj się tak dla niego! O-on powinien się leczyć! - opuściłam bezsilnie głowę - Życie jest takie niesprawiedliwe! - rzuciłam agresywnie mały odłamek skały prosto do wody, tak jak robił ro przedtem Codie.
- Wiem - odparł obojętnie - Tu nic mi nie jest. Nie jestem taki głupi jak myślisz i nie jestem z nim dwadzieścia cztery na siedem - mruknął. Posiedzieliśmy chwilę w milczeniu co chwilę puszczając kaczki do jeziora. Musiałam mieć chwilę na przemyślenie wszystkiego. Najpierw dowiaduję się o znaku, później o tym, że ma to związek z Malfoy'em, a teraz o historii Codie'go. Co jest nie tak? Czemu życie przez cały czas stawia mi nowe przeszkody?
- Ej Cod -szturchnęłam chłopaka w bok.
- Hy? - ocknął się.
- Jak sobie z tym wszystkim radzisz? - spytałam zaciekawiona.
- Przychodzę tu i nie myślę o niczym. Wpatruję się bezmyślnie we wszystko co mnie otacza i nic więcej. Zwyczajnie odłączam się od świata - zerknął kątem oka na moją twarz. W milczeniu wstał i otrzepał spodnie - Chyba muszę się zbierać. Mam przerąbane u McGonagall - uśmiechnął się słodko. Za to go podziwiam. Przed chwilą opowiadał o swoich problemach, świat się zawalał, a teraz potrafi wrócić do normalności. On jest zaskakujący...
- Cześć - rzuciłam w jego stronę i odprowadziłam go wzrokiem dopóki nie znikł mi z pola widzenia.
- Wystarczy tylko nie myśleć - powiedziałam sama do siebie - Chciałabym...
-----------------

"Because of you 
I never stray too far from the sidewalk 
Because of you 
I learned to play on the safe side 
So I don't get hurt 
Because of you 
I find it hard to trust 
Not only me, but everyone around me 
Because of you 
I am afraid "
-----------------
Przychodzę do was z nowym rozdziałem!Przepraszam, że taki krótki... Wow! To już dziesiąty! ;w; Bardzo dziękuję ta tyle miłych słów! Dramatyczna historia Codie'go. Jak ja się z tym źle czuję! Mam to teraz na sumieniu, ale no... (chyba nasłuchałam się za dużo Because of you Kelly Clarkson, ale ja już tak mam XD )
Odzyskałam telefon! Bardzo dziękuję pani, (która tego nie czyta ale ciii) która go znalazła i skontaktowała się ze mną! ^^ Do następnego!




poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział IX "Jesteśmy w tym bagnie we dwoje i razem musimy z niego wyjść, White."

Nastał trzydziesty pierwszy października, czyli Halloween. Za oknem z drzew spadały masowo liście, słońce zaszło za chmury, a całe błonia wystrojone były wyciętymi dyniami. Hogwart wyglądał tego dnia upiornie i przerażająco.



Nie wszyscy jednak byli z tego zadowoleni. Dajmy na to przykład Harry'ego. Chłopak obchodzi rocznicę śmierci swoich rodziców wśród rozbawionych uczniów. Ja też nie byłam z tego zadowolona, ponieważ to dzisiaj miał nastać dzień wyboru uczestników do Turnieju Trójmagicznego. Bałam się, że przytrafi się to jednemu z moich przyjaciół i tak,  zaliczam do tego grona te dwa rude mopsy. Dużo razem przeszliśmy i to stanowczo za dużo jak na znajomość. Wracając do punktu wyjścia: z racji tego, że tradycją jest przebranie się w coś strasznego w Halloween nasza droga dyrekcja zaplanowała bal maskowy, który ma zintegrować przyjezdne szkoły z naszą, a obecność jest niestety obowiązkowa. Było około godziny trzynastej, a ja siedziałam z Alex w bibliotece i tworzyłyśmy razem swoje maski. 
- Mam pójść na łatwiznę, czy zaszaleć? - potrzebowała rady.
- Najlepiej skończ przed czasem - odpowiedziałam doklejając złote części do swojego dzieła. Dziewczynie opadły z zrezygnowaniem ręce.
- Poddaję się! - walnęła mocno ręką o blat stołu, co przykuło uwagę bibliotekarki - Idę pożyczyć coś od Mal! - rzuciła krótko i popędziła do wyjścia. Zdziwiłam się, bo Alex rzadko kiedy chciała coś od swojej siostry, a niektórzy nadal myślą, że jest jedynaczką. Mal w przeciwieństwie do reszty rodziny trafiła do Ravenclaw'u i siostry nieczęsto miały okazję na rozmowę. Dziewczynka zaczęła dopiero swój pierwszy rok w Hogwarcie i nieźle daje popalić każdemu, kto stanie na jej drodze. Czasem, gdy ją mijam boję się o własne zdrowie, mimo że wygląda tak niewinnie i słodko. Nagle usłyszałam za sobą ten sam przesłodzony głosik.
- Czemu ona zawsze jest taka ślepa? - wyłoniła się zza książek siostra przyjaciółki.
- Mal, nie strasz mnie tak! - podskoczyłam na krześle.
- Mam jej poszukać, czy chować się tak, aby mnie nie znalazła? - uśmiechała się szyderczo.
- Nieważne co bym powiedziała to i tak zrobisz to drugie...- westchnęłam.
- Nie mylisz się! - powiedziała szybko i pobiegła w przeciwną stronę i tak oto zostałam sama. Męczyłam się z maską jeszcze dobre pół godziny, a gdy skończyłam byłam nawet z siebie zadowolona. Miała kształty jelenich, złotych rogów po bokach, a obszar dookoła oczu był czarny. Lepszej maski nie mogłam zrobić, znając moje zdolności. Spakowałam ją do mojej torby i wyszłam z biblioteki. Szłam korytarzem mijając kłócące się siostry Nore. Doszłam do Pokoju Wspólnego, gdzie zebrał się duży tłum uczniów z różnych domów oraz szkół. Przecisnęłam się z trudem przez niego i dotarłam do rozbawionych bliźniaków Weasley. 
- Co tu się dzieje? - spytałam przekrzykując panujący tam gwar.
- Rozdajemy nasz nowy wynalazek! Patrz! -wskazał na stół, gdzie leżało pełno masek zmieniających kolor. Spojrzałam na nich pytająco.
- I o to chodzi? O zwykłe maski Weasley'ów? - uniosłam znacząco brwi.  
-Jakie "zwykłe maski"? -spojrzał z oburzeniem Fred - Najlepsze w całym Hogwarcie maski! - szturchnął mnie w bok.  
- Jak chcecie... - rzuciłam i wycofałam się do Dormitorium. Korzystając z tego, że w pokoju nie było ani jednej żywej duszy oprócz mnie, postanowiłam pogrzebać w szafie w poszukiwaniu jakiejś sukienki. Było to trudniejsze niż myślałam, ponieważ nigdy nie ubieram się jak połowa dziewczyn z Hogwartu. W pewnym momencie usłyszałam głośne kroki w moją stronę i natychmiast zamknęłam szafę wrzucając do niej wszystko co leżało niedaleko. Do pokoju bez słowa weszła Alex i z hukiem rzuciła się na łóżko trzymając coś w ręku. W milczeniu zaczęłam się jej przyglądać.
- Zabije kiedyś to dziecko! - groziła.
- Przynajmniej masz maskę! - mówiłam niemal dusząc się ze śmiechu.
- Co cię tak bawi,  hę? - uniosła szybko głowę.
- Nie będę się już tłumaczyć. Lepiej chodźmy już do Wielkiej Sali, bo inaczej Snape się wkurzy - pociągnęłam ją za kaptur od bluzy.
- Nie ciągnij mnie! Umiem wstać sama! - zdenerwowała się Nore. 
- Ah tak? Czasami mam wątpliwości... - zaśmiałam się i udałam się z przyjaciółką na miejsce. Usiadłyśmy obok Ginny i Hermiony. Niecierpliwie czekałyśmy na wyniki. Nagle wszelkie dyskusje i szepty przerwał donośny głos dyrektora Hogwartu.
- Pragnę prosić już o ciszę! Pora na wyczekiwany przez was od miesięcy moment! To dziś Czara Ognia wybierze trzech reprezentantów różnych szkół, którzy wystąpią o puchar! Jednak, aby go zdobyć potrzeba wielu umiejętności! - mówił z ogromną powagą - Czas zatem dowiedzieć się kto nimi będzie! - dyrektor podszedł do Czary i uniósł rękę do góry. Wszyscy uczniowie i nauczyciele chociażby na chwilę zapomnieli jak się oddycha. Nagle z ognia Czary wyleciała nieduża kartka, która trafiła prosto w palce profesora. Spojrzał dokładnie na karteczkę.
- Reprezentantka Beauxbattons Panna Ursule Bonette! - w sali rozniosły się wielkie brawa, a niewysoka brunetką z dumą podeszła do dyrektora. Rozradowany nauczyciel uściskał jej dłoń, a następnie pogratulował młodej Francuzce. Wyciągnął rękę po kolejną kartkę, która tak samo jak poprzednia wpadła mu szybko w ręce.
- Reprezentant Durmstrangu Pan Wiktor Krum! - krzyknął, a w sali słychać było mocne oklaski mężczyzn z Bułgarii. Podszedł do dyrektora, który tak samo jak Ursuli pogratulował i wyciągnął dłoń po ostatnią kartkę.
- Reprezentant Hogwartu Pan Codie Helpfull! - ryknął, a od stołu krukonów uniósł się wysoki, niebieskooki blondyn. Odetchnęłam z ulgą, gdy dowiedziałam się, że nie spotkało to nikogo mi bliskiego. Ucieszyłam się, ale nie na długo, bo z Czary Ognia wyleciała o dziwo jeszcze jedna karteczka. Sala ucichła, a nauczyciele niemal skamieniali. 
- Harry Potter! - krzyknął ciszej niż ostatnio. Odwróciłam się w stronę chłopaka. Widziałam, że był blady jak ściana i ledwo oddychał.
- Harry Potter! - powtórzył dyrektor. Harry niechętnie wstał pospieszany przez Hermione i poszedł niezdecydowanym krokiem w stronę profesora. Słychać było głośne krzyki "oszust", "oszustwo" oraz "on jest za młody". Zrobiło mi się go żal oraz zastanawiało mnie to jak udało mu się wrzucić kartkę. Nie ma mało kłopotów? A co jeśli to nie on? Myśli sprawiały, że dostałam lekkiego bólu głowy. Dyrektor niepewnie pogratulował brunetowi i skierował się do uczniów. 
- Ż-życzę udanej zabawy na balu - lekko uniósł kąciki ust i porwał do swojego gabinetu czwórkę "szczęśliwców". Udałam się bez słowa do Dormitorium, tak jakby ktoś przed chwilą wyczyścił mi pamięć. 
-----------------

- Nie może tak być,  nie może tak być! Powiedzcie mi, że to tylko sen! - chodziła w koło po pokoju Ginny. 
- Spokojnie Gin,  na pewno znajdziesz odpowiednią sukienkę! - pocieszała ją Alex, która właśnie przekopywała całą szafę. 
- Nie chodzi mi o sukienki! Martwię się o Harry'ego...  - opadła bezsilnie na krzesło - Co jeśli coś mu się stanie? 
- To nie pora na zmartwienia! Nie powinien brać w tym udziału ze względu na wiek - próbowałam poprawić jej humor. 
- Może masz rację... - wzdychała beznamiętnie.
- Najlepiej zajmij się swoim wyglądem Ginny,  bo zostało ci mało czasu!  - wykrzyczała z środka szafy Alexandra. 
- Masz na myśli, że wyglądam na tyle okropnie? - uniosła się młoda Weasley.
- Co?! - wychyliła głowę - Ja wcale nie... -urwała niespodziewanie - Lesie, nie mów, że nadal nosisz ten bandaż! - wskazała palcem na moją rękę.
- Rana jeszcze jest świeża! - tłumaczyłam lekko zakłopotana. 
- Od miesiąca? - wtrąciła rudowłosa.
- Rana? A nie obiłaś tej ręki przypadkiem? - założyła ręce na biodrach Alex. Przypomniała okropnie panią Weasley, gdy się denerwuje. Tak bardzo musi mi jej brakować... - Blefujesz White!  
- Wcale nie blefuję! - zaprzeczyłam.
- A wcale, że tak! - kłóciła się że mną.
- Mów jak chcesz,  ale ja tego nie zdejmę! - powiedziałam wchodząc do łazienki trzaskając przy tym drzwiami. Przebrałam się szybko w czarną sukienkę do kolan oraz założyłam moją maskę. Nigdy nie rozumiałam dlaczego i poco komu potrzebny jest makijaż, także zakręciłam tylko włosy i pospiesznie wyszłam zwalniając łazienkę zdenerwowanej Ginny. 
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Leselie White?! - mówiła żartobliwie.
- Aż tak źle? - zaśmiałam się.
- Mów za siebie! Jesteś nie do poznania! - zlustrowała mnie wzrokiem. 
- Możemy już iść? - zapytałam omijając temat mojego wyglądu.
- Jeszcze ja muszę się przebrać...- wzięła głęboki oddech Alex.
- Jest aż tak źle? - uśmiechnęłam się szeroko.
- Mal dała mi jakąś maskę kruka... podobno nie miała innych - mówiła żałośnie - Ginny pospiesz się! - krzyczała na przyjaciółkę.
---------------------

Niedługo później nasze trio udało się do wielkiej sali. To musiało wyglądać komicznie, bo nasze przebrania wyglądały razem nietypowo. Jeleń, kruk i wiewiórka to z pewnością nie dobrany zespół. Jeśli już jesteśmy przy tematyce jakiś grup to w sali (która swoją drogą wyglądała przepięknie) zagrała kapela, którą wynajął Hagrid. Nie dziwię się, że sam pląsał do muzyki, bo wpadała w ucho. Jednak uczniów trochę poniosło i zaczęli robić co chcieli. Nie podobało się to żadnemu z nauczycieli oprócz gajowemu, bo on wtedy także zachwycał się wszystkim dookoła. Postanowiłam oddalić się trochę od przyjaciółek i przejść się po błoniach. Korzystałam jak tylko się da z tego, że nikt nie potrafił mnie rozpoznać. Usiadłam na ławce niedaleko całego przyjęcia. Mimo, że leciał dopiero pierwszy kawałek chciałam odpocząć od wszystkiego. Rozmyślałam nad tym, co czeka mnie w niedalekiej przyszłości. Fakt, nie powinno myśleć się o tym co będzie jutro, a zająć się teraźniejszością, ale kto na moim miejscu nie miałby obaw? Chłód powoli mną władał i chciałam szybko się zawrócić. Kto normalny wychodzi w sukience na dwór wieczorem, gdy jest prawie listopad? Oczywiście tylko Leselie White! Jednak rozglądając się z myślą o powrocie dostrzegłam dziewczynę w podobnym (na oko) wieku. Nasz wzrok się spotkał na co ona zareagowała dużym, ciepłym uśmiechem. Teraz nie miałam już wątpliwości - była to Francuzka. Podeszła do mnie bliżej.
- Nie zimno ci? - zapytała troskliwie.
- To samo pytanie chciałam zadać - uśmiechnęłam się niepewnie. Nie miałam w zwyczaju uśmiechać się do obcych. Ta dziewczyna coś we mnie zmieniła!
- Korzystam z zimna! U nas w Francji jest czasem za gorąco... - wciągnęła nosem powietrze.
- Francji... - mruknęłam kładąc mało inteligentnie palec na ustach.
- Biorę udział w Turnieju! Nie kojarzysz mnie? - zerknęła żywiołowo na mnie.
- Ach tak! - uniosłam się - To ty... - spojrzałam na nią.
- Ursule - podała mi rękę - Ale możesz mówić mi jak chcesz, byle byś mnie pamiętała!
- Leselie, ale mów mi Lesie lub Less - uśmiechnęłam się ściskając jej dłoń.
- A Lesiak może być? - zaśmiała się.
- Lesiak? Byle byś mnie pamiętała! - powtórzyłam jej słowa.
- Jesteś niezła w podkradaniu słów... - zamyśliła się - Może jednak "Papuga" będzie lepiej!?
- A ty niezła w wymyślaniu imion... - westchnęłam.
- Jak myślisz? - usiadła na ławce - Będzie mi trudno podołać wyzwaniom Turnieju?
- Nie znając cię nie wiem jak odpowiedzieć - powiedziałam.
- Mamy na to caaałą noc!
- Jednak ja muszę wracać do środka szukać mojego przyjaciela... Musimy jeszcze kiedyś pogadać! - rzuciłam szybko i bez pożegnania udałam się do Wielkiej Sali.Wydawało mi się, że atmosfera trochę się zmieniła na spokojniejszą. Chciałam za wszelką cenę poszukać Harry'ego, ale za nic w świecie nie mogłam znaleźć ani jego, ani przyjaciółek. Nagle usłyszałam za sobą głosy.
- Cześć śliczna! Pamiętasz nas? - stanęli przede mną dwaj Bułgarzy.
- Przypomnij mi kim jesteście...- spojrzałam na nich zdziwiona.
- Pomogliśmy ci, a ty nas nie pamiętasz? - mówił zawadiacko.
- Nie? - odparłam próbując ich wyminąć, ale jeden z nich złapał mnie za ramię - Puszczaj! - syknęłam.
- Pytałaś się nas o Weasley'a w Pokoju Wspólnym! - przypomniał mi.
- Aha i co w związku z tym? Tylko zapytałam! - szarpałam się z Bułgarem.
- Wisisz nam za to taniec, wiesz o tym? - uśmiechnął się wrednie.
- Jak mnie w ogóle poznaliście? * dotknęłam dłonią maski.
- Twoje perfumy cię zdradzają! Wy kobiety... - westchnął i zaśmiał się żartując ze mnie jak z idiotki. Moja cierpliwość sięgała zenitu.
- Puszczaj! Nie mam z wami nic wspólnego! - warczałam na nich jednak oni najwyraźniej udawali, że mnie nie słyszą. Ciągnęli mnie z całej ich siły. Jedak szybko się poddałam czując ból w rękach.
- Chyba słyszysz, że nie ma na to ochoty? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Znowu zapomniałam jak się oddycha i kompletnie mnie zamurowało.
- Bo co mi zrobisz? - ściskał mnie za nadgarstek.
- Chyba nie chcecie, żeby wszystkie dziewczyny w tej szkole dowiedziały się jacy z was damscy bokserzy? - mówił spokojnie chłopak w czarnej masce. Znowu jego postać miała ten sam kolor włosów, co ostatnio oraz ten sam kolor oczu, czyli znienawidzony przeze mnie szaro-niebieski.
- Nie masz na to dowodów! - trochę uległ.
- Jej siniaki na nadgarstku wystarczą - wskazał palcem na mnie.
- Niech wam będzie... - oswobodził mnie z uścisku. Spojrzałam się dziwnie na Malfoy'a.
- Coś ci się stało? -  zadrwiłam.
- Musisz używać mniej perfum - oznajmił uśmiechając się przekornie.
- Aha, to żegnam - rzuciłam i odwróciłam się na pięcie.
- Możesz poczekać? Nie po to cię uratowałem! - krzyknął, a ja zwróciłam się w jego stronę.
- No tak, bo nie ma to jak bezinteresowny bohater...- westchnęłam.
- Chodź - poszedł w stronę wyjścia, a ja mimowolnie poszłam za nim. Czego on znowu ode mnie chce? Otworzył drzwi do klasy od eliksirów, a ja posłusznie za nim weszłam.
- Szybko, bo się spieszę - popędzałam go.
- Już wiesz kto to może być? - zapytał trochę niepewnie.
 - Nie - odpowiedziałam bez emocji w głosie.
- Musisz coś wiedzieć, no błagam!
- Od kiedy ty błagasz? - zaśmiałam się.
- Och, zamknij się White! - warknął.
- Dla ciebie "Pani White" - odwdzięczyłam się, a on spiorunował mnie wzrokiem - No dobra. Powiem ci coś, ale znając życie połowa Hogwartu zaraz się dowie...
- Pewnie nic to nie da, ale możesz mi zaufać! - prawie wybuchnął złośliwym śmiechem.
- Uspokój się, bo nic nie powiem! - zagroziłam.
- Ma to związek ze... znakiem? - ściszył ton.
- Wydaję mi się, że w stu procentach - rzekłam, a on zrobił poważną minę. Opowiedziałam mu o tym, co usłyszałam idąc do Dumbledore'a, ale zaraz potem miałam wyrzuty sumienia. Jak mogłam tak bardzo ponieść się chwili?! - A teraz zapomnij! Nie mówmy o tym...
- Jesteś w to zamieszana, White! Nie ma powrotu! Tchórzysz? - krzyczał na mnie - Nie zostawiaj mnie w tym samego!
- Teraz ty pokazałeś jak bardzo jestem ci "potrzebna" - uśmiechnęłam się ironicznie.
- A nie jesteś?! Jesteśmy w tym bagnie we dwoje i razem musimy z niego wyjść, White - mówił zdenerwowany.
- Sam sobie wychodź... - mruknęłam.
- Jesteś nienormalna! - syczał.
- Powiedział poważny! - odgryzłam się.
- Daj sobie spokój!
- No dobra! - krzyknęłam - Czego chcesz? Jak mam ci pomóc?! - pytałam wściekła.
- Wystarczy, że będziesz potrafiła ze mną normalnie porozmawiać, wtedy gdy będę cię potrzebował - mówił - Teraz tylko tyle.
- Zgoda. Mogę już iść? - przytaknął lekko głową, a ja szybko wyszłam z sali unikając jakiegokolwiek kontaktu z nim. Zapowiada się ciekawa znajomość... Powróciłam do Wielkiej Sali, gdzie zobaczyłam uśmiechającą się szeroko Ginny. Podeszłam do niej bliżej. Już wiedziałam tak naprawdę co się stało. Poczułam się szczęśliwa widząc Alex, która właśnie tańczyła do wolnej muzyki z Akashi'm.


Pomijając wszystkie wątki z Malfoy'em myślę, że to był mój jedyny w życiu bal, który mi się podobał. Zawsze kończyłam podpierając ściany, a dziś jedynie podpieram na duchu przyjaciółki. Oby tak dalej Lesie. Powoli wracaj do normalności.

-----------------------------------------------

I was thinking bout you, thinkin bout me

Thinkin bout us, what we gon' be
Open my eyes yeah, it was only Just A Dream
So I travelled back, down that road
Will she come back, no one knows
I realize yeah, it was only Just A Dream

---------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami! Ale się rozpisałam! :d Wyszło mi z 5 stron, ale myślę, że coś dłuższego nie zaszkodzi. Jak zwykle KOMENTUJCIE! Jeśli mnie czytasz, a nie komentujesz to na co czekasz?! XD Myślę, że mam teraz więcej czasu na pisanie rozdziałów (bo w końcu ferie ^^) i będą pojawiały się częściej! :3 Niestety to, że nie mam telefonu bardzo to utrudnia. Pozdrawiam Olę, która motywuje mnie na bieżąco pisząc co 10 minut "I jak rozdział?" XD Stworzyła mema, którego widzicie na dole ^^ Do następnego!

piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział VIII "Martwe oczy"

Moje serce stanęło. Muszę poprawić swój wzrok, mam zwidy czy wadę? Włosy postaci, która z niecierpliwością spoglądała na krajobraz Hogwartu były platynowe, a postawa pełna nienawiści. Znam tylko jedną osobę, która tak wygląda. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Nie miałam już wątpliwości. Jego szaro- niebieskie oczy wlepione były we mnie. Podszedł bliżej mierzony moim martwym wzrokiem.



- Malfoy... - patrzyłam na niego z wielkimi oczami - T-y? - głos mimowolnie mi zadrżał. Cała atmosfera bardzo źle na mnie działała.
- White! - powiedział tak, jakby się dusił. Widocznie moje nazwisko nadal wywołuje u niego odrazę.
- Czemu podszywasz się pod Georga? - syknęłam groźnie.
- Bo jakbym podpisał się "Malfoy" w życiu byś tu nie przyszła - powiedział - Eh... jednak jesteś taka naiwna - zadrwił. Na jego twarzy pojawił się tryumfialny uśmieszek. Nigdy nie pozwolę mu się ze mnie wyśmiewać! Spojrzałam na niego wściekle.
- Dosyć! - warknęłam - Czego odemnie chcesz, co? - mówiłam jakbym celowała w niego różdżką.
- Możesz spokojniej? - prosił. Uspokoiłam się słysząc jego ton. Oparłam się o chłodną ścianę.
- Słucham - skrzyżowałam ręce na piersi i uniosłam brwi.
- Chciałbym porozmawiać o tym co stało się na dyżurze - mówił. Spodziewałam się w tym momencie już najgorszego. Spokojnie wsłuchiwałam się w jego słowa mimo to.
- Co to było na twojej ręce? - podszedł bliżej chcąc odkryć mój rękaw od bluzy.
- Łapy precz! - zagroziłam - Nie twoja sprawa, jasne? - zaciągnęłam materiał jeszcze bardziej.
- Daruj sobie... -westchnął chłopak - I tak wszystko widziałem - odszedł na bezpieczną odelgłość.
- Powiedziałam, że to nie twoja sprawa Malfoy! - groziłam jeszcze bardziej.
- Kto nadchodzi? - zapytał uśmiechając się chytro. Denerwowanie mnie sprawiało mu najwyraźniej wielką radość. Nie dam się tak łatwo.
- Myślisz, że tak po prostu ci powiem? - droczyłam się z nim.
- Tak  - odpowiedział odgryzając się.
- Odpowiedź błędna. Przykro mi - próbowałam go wyminąć.
- Myślisz, że dam ci tak łatwo odejść? - zasłonił mi drogę.
- Tak! - spojrzałam wściekle w jego oczy.
- Odpowiedź błędna. Przykro mi... - sprzedał mi ten jego firmowy uśmieszek.
- Jak śmiesz zabierać mi moje słowa? - powiedziałam przez zęby.
- Nie zmieniaj tematu tylko gadaj! - warczał.
- Chodźbym miała siedzieć tu do rana to i tak nic ci nie powiem! Daj sobie spokój... - wzięłam głęboki oddech - Mogę wiedzieć co masz z tym wspólnego?
- Obiecaj mi tylko, że odpowiesz mi na moje pytanie - ściszył tajemniczo ton. Pokiwałam lekko głową. Nie podobało mi się to. Czemu czułam ciągły niepokój i przechodzący dreszcz? Rana lekko pulsowała, co sprawiało delikatny ból. Malfoy przysunął się i był na odległość trzech kroków odemnie. Zamknął na dłuższą chwilę oczy, a gdy je otworzył cicho westchnął i odkrył swój kawałek ręki spod materiału. Serce waliło mi jak szalone. To nie może być prawda!
-N-nie... - mruknęłam przerażona. Malfoy na swojej prawej ręce w dokładnie tym samym miejscu co ja posiadał podobne znamie.
- Teraz już wiesz?! - zakrył szybko ręke.
- Od kiedy to masz? - nie dowierzałam.
- Od niedawna, nie interesuj się już - syknął.
- To teraz sprawa moja i twoja! - zauważyłam.
- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
- A jednak masz! - krzyknęłam.
- Odpowiedz mi na pytanie! - rozkazał.
- Nie mam pojęcia OKEJ?! - wrzasnęłam mu prosto w twarz. Nikt nie działał na moje nerwy tak jak on i jego arogancja. Nienawidziłam go przez całe życie, a teraz mam mieć z nim wspólne znamie? Ratujcie mnie!
Żenujące...
- Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem! - przygwoździł mnie do zimnej jak lód sciany wieży.
- Marnujesz swój czas na odkażanie rączek, bo i tak nic nie wiem! - mówiłam pogardliwie - To była moja odpowiedź - szarpałam się z całych sił.
- Słuchaj, muszę to wiedzieć, bo inaczej może źle się to skończyć! Więc może ty zacznij mówić prawdę, bo zginiesz! - groził mi. Moje serce znowu przyspieszyło. On wie o czymś czego ja nie wiem. I raczej nie powinnam. Ukrywa coś i boi się przyznać, a groźby są jedynie ostrzeżeniem.
- Mogę cię zapytać o to samo - szarpnęłam nim mocno i oswobodziłam się z uścisku - A teraz żegnam! - zeszłam z wieży trzaskając mocno drzwiami.
- Kretyn... - przeklinałam pod nosem Malfoy'a. Ile ja bym dała, aby to był ktoś inny. Czemu posunął się tak daleko? Boi się?  On? Nie potrafię uwierzyć. On zawsze zgrywa twardziela. Może go nie znam? Nienawidzimy się wzrokiem, a nie sercem. Nie wiem nic o nim, ale znam jego wygląd na pamięć. Nie mogę mu ufać. Bardzo dobrze, że skłamałam, bo przynajmniej mam czas, by podjąć decyzję. Nie mam też go dużo wnioskując po jego wypowiedziach. Nie mam zielonego pojęcia co teraz robić. Czemu to znowu mi się przytrafia? Przeklęty los! Nie pozostało mi nic innego jak pójść z powrotem do Pokoju Wspólnego unikając kogokolwiek, kto przypomina tą tlenioną fretkę. Niestety spotkałam na miejscu dwie podobne inteligencją osoby. 
- Lesie, bo my... - wyglądali jak dwa smutne mopsy - przepraszamy, że tak na to wszystko zareagowaliśmy!
- Jasne... - ziewnęłam.
- Co? Wybaczasz nam? - zdziwili się.
- A mam jakiś inny wybór? - uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam, że po wszystkim co się dzisiaj stanie potrafię się jeszcze uśmiechnąć. Bliźniacy spojrzeli znacząco - Lecę spać - rzuciłam i weszłam schodami do Dormitorium. Otworzyłam cicho drzwi w przeciwieństwie do hałasu w pokoju. Na moje nieszczęście siedziała tam Lavender, która właśnie opowiadała o zdarzeniu z Hogsemade stawiając się na miejscu poszkodowanej. Zwróciła głowę na mnie z obrażonym wzrokiem.
- Masz czelność jeszcze mi się pokazywać na oczy?! - syknęła. Jeszcze jej mi brakowało...
- To mój pokój - odparłam z chęcią nie rozpoczynania kłótni.
- Naprawdę przykro mi, że dzielisz pokój z taką idiotką! - obgadywała mnie na głos do Ginny.
- Wynoś się z tego pokoju! - nie wytrzymałam i wrzasnęłam na Brown. Alex siedziała razem z Ginn cicho, nie wtrącając się w kłótnie. 
- Nie zabronisz mi tu siedzieć! - odpyskowała.
- Jesteś naprawdę tak nieznośna, że koleżanki wyrzuciły cię z Dormitorium? Oh, zapomniałam, że nie masz koleżanek! - drwiłam z czerwonej z wściekłości Lavender. Dziewczyna momentalnie wstała z hukiem z łóżka i bez słowa wyszła trzaskając drzwiami. Alex wytrzeszczyła oczy.
- Co ci się stało?! Gdzie byłaś? - obrzuciła mnie pytaniami.
- Na iście przyjacielskim spotkaniu - uśmiechnęłam się nerwowo - Opowiadaj jak było na randce z Akashim! - usiadłam po turecku na swoim łóżku.
- To nie była randka! - upierała się Alexandra. Ginny chicho się śmiała. 
- To co?! - dołączyłam do Ginevry.
- PRZYJACIELSKIE SPOTKANIE! - powiedziała wyraźnie.
- Akashi nie wyglądał na twojego przyjaciela... - dorzuciła rudowłosa. Alex nadal nie przestawała być czerwona. 
- Możesz nam zaufać! Opowiadaj! - namawiałam przyjaciółkę.
- Trochę się o to martwię... - westchnęła głęboko.
- Mów! To nie mogło być tylko spotkanie! - przekonywała dalej Ginny.
- Tak... Może... - oparła głowę o dłoń brunetka.


- Co się takiego stało? - mówiłam w pełni podekscytowana.
- Mam wam teraz wszystko opowiadać? Dużo tego... Wy mi tak o wszystkim mówicie, a ja nie. Jestem do tego zmuszona. A więc... - ja i rudowłosa zamieniłyśmy się w słuch - Spotkaliśmy się tak jak każdy. Poszliśmy razem do wioski i gadaliśmy w międzyczasie o dyżurach. Powiedziałam mu, że jest jedynym ślizgonem, który jest do wytrzymania, a on się do mnie uśmiechnął - zaświeciły jej się oczy - Poszliśmy razem do Miodowego Królestwa i wzięliśmy parę ciastek. Mieliśmy iść nad jezioro, ale spotkałam się z tobą i postanowiłam odprowadzić. Wracając z Ash'em do Hogsmeade przypomniałam mu o tej wodzie i poszliśmy tam posiedzieć pod drzewem. Wszystko się wtedy zmieniło! Już nie rozmawiał o prefektach i szkole, ale o mnie i o nim. Można powiedzieć, że po tamtym jedzeniu ciastek dowiedziałam się o nim sporo rzeczy... - uśmiechnęła się - Lubi cynamonowe ciastka, kolor czerwony oraz kiedyś rzucił zaklęcie poza szkołą i miał kłopoty... Później zdarzyło się coś czego nigdy nie robiłam z żadnym chłopakiem. Chyba, że z tatą, ale on się nie zalicza! - zaśmiała się, a napięcie coraz bardziej wzrastało - Postanowiłam, że muszę już tu wracać, a on powiedział, że mnie odprowadzi. Nie spodziewałam się tego, ale cały czas trzymał mnie za rękę. Puścił mnie dopiero przed obrazem Grubej Damy! - zaczerwieniła się - Nie wiem co mam o tym myśleć! - schowała głowę ze wstydu. Nie dziwię się, bo wzrok młodej Weasley mówił sam za siebie. 
- Nie masz co się głowić! Trzymanie za rękę, a pierwszy pocałunek to nie to samo, prawda? - próbowałam się nie zaśmiać.
- Zmieńmy temat! Błagam was! - prosiła Nore.
- No to teraz ty Ginny! - wskazałam na przyjaciółkę.
- Nie masz co się zamartwiać. Długo nie posiedzieliśmy, bo jak zwykle miał coś ważnego do załatwienia i nie zdążyliśmy poważniej pogadać - mówiła smutno.
- Nie martw się! - pocieszałam ją spoglądając na zegar - Jestem już śpiąca. Idę spać! Dobranoc! - rzuciłam życzliwie. Niedługo potem zamknęłam oczy z myślą, że szybko uda mi się zasnąć. Moje myśli jednak były błędne. Jutro nastanie wyczekiwany dzień... Jednak nie przeze mnie. Dzień grozy i obaw. Wszystko przede mną...
--------------------------

"Oh,you can't hear me cry
See my dreams all die
From where you're standing
On your own.
It's so quiet here
And I feel so cold
This house no longer
Feels like home."

--------------------------
Jest wyczekiwany rozdział! Komentujcie! Bardzo mnie to motywuje! ^^ Krytyka mile widziana! Zapraszam! Chyba już wiecie, że zgubiam telefon, prawda? 30 rozdziałów zarysu opowiadania poszło się... Eh, czemu ja? :C

czwartek, 28 stycznia 2016

| Niby "Specjalna Notka" | czyli jak plany zamieniły się w jeden wielki nie fart ♥ / Harry Potter TAG

A więc przepraszam wszystkich, że zawiodłam ze "SPECJALNĄ NOTKĄ", ale niestety jak na złość zgubiłam telefon. Czemu musiało się to zdarzyć, gdy mam w potrzebie aparat? Zostałam aktualnie bez telefonu i bez zapisków na kolejne rozdziały. Miałam tam także napisane opowiadanie, które posiadało już 30 rozdziałów i tonę nieprzespanych nocy oraz pamiętnik z codziennymi zapiskami od 11 miesięcy. Moje załamanie wczoraj osiągnęło zenitu i odechciało mi się cokolwiek robić. Wracając do punktu wyjścia: miałam zrobić cosplay Luny. Niestety wyszło jak wyszło, ale mam coś innego w zamian, żeby nie było, że nic nie ma. Zapraszam na Harry Potter TAG :3

Ulubiona Książka?

Wydaję mi się, że to będzie Czara Ognia, bo dzieje się tam bardzo dużo, fabuła się rozkręca, Edward Cullen umiera (ale spojlery :x) i zawsze kochałam wydarzenia z balu! ^^

Ulubiony Film?

Odpowiedziałabym, że Czara Ognia, bo jest ulubioną książką, ale odpowiem Zakon Feniksa i Insygnia Śmierci cz. II, bo i te są świetne. :3

Najmniej ulubiona książka?

Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "najmniej ulubiona książka" z serii "Harry'ego Potter'a", bo wszystkie książki są świetne! Jednak muszę wybrać... jest to "Komnata Tajemnic". Nie mam pojęcia dlaczego, ale jakoś najmniej przyjemnie mi się ją czytało.

Części książek/filmów, na których płakałaś.

Oglądając najpierw filmy jako małe dziecko nie płakałam ani razu. Byłam najwyraźniej na to za mała. Później, gdy oglądałam je ponownie oraz czytałam książki wzruszył mnie jeden fragment. Chyba jeden jedyny na, którym płakałam to śmierć Zgredka. Różdżki w górę!

Jak byś mogła być z dowolnym bohaterem to kto by to był?

Czasy Huncwotów - Lupin x♥x
Czasy Harry'ego - Draco x♥x
Nowe pokolenie - Scorpus x♥x
(Teraz wasze myśli: "Kolejna fanka Drako Malfuja XDDD)

Ulubiona Postać?

Draco Malfoy, Luna Lovegood, Hermiona Granger, Fred i George Weasley.

Jaki byłby twój Patronus?

Wilk albo kot. Ewentualnie jeleń. ♥

JAKBYŚ MOGŁA MIEĆ CZARNĄ RÓŻDŻKĘ, KAMIEŃ WSKRZESZENIA LUB PELERYNĘ NIEWIDKĘ TO CO BYŚ WYBRAŁA?

Pelerynę niewidkę!

W jakim byłabyś domu?

Slytherin.

JAKBYŚ MOGŁA SPOTKAĆ DOWOLNĄ OSOBĘ Z OBSADY FILMOWEJ, KTO BY TO BYŁ?

Evanna i Tom! ♥
CZY GRAŁAŚ W GRY KOMPUTEROWE?

Pamiętam, że jako dziecko ja z moim tatą zbieraliśmy fasolki w jednej z pierwszych gier, ale za żadne skarby nie wiem w której części. :')

NA JAKIEJ POZYCJI W DRUŻYNIE QUIDDITCHA BYŚ GRAŁA?

Czuję, że grzałabym im ławki. :D Nie przepadam za sportem, a jedyne co trawię to koszykówka, którą z resztą trenuję.

CZY PODOBAŁO CI SIĘ ZAKOŃCZENIE SERII?


Bolało mnie to, że Fred nie żyje (tylko jego śmierć tak masakrycznie mnie boli). Wydaje mi się, że jak każdy czułam taki niedosyt, ale moim zdaniem pani J.K. Rowlling idealnie zakończyła serię. [;

 ILE DLA CIEBIE ZNACZY HARRY POTTER?

Pewną część mojego życia oraz wspaniałe, magiczne dzieciństwo. *\

A więc widzimy się w następnym rozdziale! ♥

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział VII "Lepkie włosy"

Czemu czas upływa wolno, gdy nie możemy się czegoś doczekać, a szybko wtedy, gdy tego wręcz nie potrzebujemy i nie chcemy? Wydawało mi się, że została mi godzina do spotkania, a zdążyłam tylko porozmawiać z Georgem. Nie mam pojęcia czego się spodziewać. Nie skaczę z radości i też nie płaczę z rozpaczy. Sama wszystko wymyśliłam! Nigdy nie lubiłam Lavender, ale nie mogłam przejść obojętnie, ponieważ musiałam zakończyć ten cały cyrk. Albo zakocham w niej Freda, albo ją odkocham. To drugie jest pozornie proste, tyle że pozory mylą. Zbliżałam się już do stojącej w oddali postaci Lavender. Przymrużyłam lekko oczy. Zdawało mi się, że widzę tam kogoś jeszcze, ale natychmiast się za to skarciłam. Kto mógłby stać i czekać z nią, skoro wszyscy są z kimś umówieni? Byłam już coraz bliżej, aż w końcu widok celu trochę mnie rozbawił. Obok Lavender stali już bliźniacy. Przed chwilą rozmawiałam z Georgem! Stał obok mnie, a ja szłam tak szybko! Oni są niemożliwi!
- Cześć! - pomachali mi Fred i George, który oczywiście udawał, że się nie widzieliśmy. Muszę go pochwalić za udaną grę aktorską. Ciekawe do czego jeszcze się posunie. W pewnym momencie poczułam przeszywający mnie, chłodny, zły wzrok dziewczyny. Najwyraźniej nie była zadowolona z aktualnego obrotu zdarzeń, bo to ja miałam być pierwsza, a bliźniacy pokrzyżowali mi plany.
- Spóźniłam się? - spytałam.
- Jesteś punktualnie - odpowiedziała Lavender doprowadzając się już do normalnego stanu jeśli tak można to nazwać. Ruszyliśmy razem w stronę wioski. Dużo rozmawiali, a ja rzadko kiedy się odzywałam. Fred i Lavender zaczęli nawet swoją pierwszą rozmowę! Jestem pod wrażeniem...
- To gdzie idziemy? - zapytała Lav.
- Gdzie chcecie - odparł George.
- To wy dziś wybierajcie - powiedziałam.
- Pod Trzema Miotłami? - zaproponował.
- Jestem za! - dorzucił Fred. Weszliśmy do środka. Nieczęsto chodziłam w to miejsce, bo zawsze wolałam Miodowe Królestwo. Zajęliśmy czteroosobowy stolik.
- Pójdę nam złożyć zamówienie, chcecie coś? - wstałam od stołu. - Cztery razy kremowe piwo - odpowiedział Fred.
- Dobrze. George... - zwróciłam się do rudzielca i chrząknęłam znacząco - Chodź ze mną.
- Już idę - wyszczerzył się i odskoczył od stołu zostawiając przy tym naszą parkę razem. Uśmiechnęłam się zwycięsko. Idąc do lady powtórzyłam bliźniakowi to o czym myślałam.
- Nieźle grasz Georgie - przyznałam.
- Nie sądziłem, że zniżysz się do takiego poziomu! - zdziwił się
- To moje słowa!
- Masz jeszcze jakiś plan? - zmienił szybko temat. Nigdy więcej nie chwalić Weasley'a - zapisane.
- Nie do końca. Chodzi mi o tą rozmowę. Teraz nie jestem pewna wszystkiego, ale choć trochę się poznają - mówiłam ustawiając się z chłopakiem w kolejce.
- Ciekawe... - zamyślił się. Chwila... on myśli! - Przynajmniej wypijesz z braćmi Weasley.
- Zapewniam cię, że to ostatni raz - mruknęłam prawie niesłyszalnie. Zrobiło się pomiędzy nami krępujące milczenie, które wykorzystałam, żeby rozejrzeć się za znajomymi. Niedaleko siedziała Katie z jakimś chłopakiem oraz Ginny z Harry'm. Oboje wyglądali na szczęśliwych swoją obecnością. Nie widziałam, żeby kiedykolwiek dłużej rozmawiali, więc mają do tego okazję. Wyjrzałam przez okno. Nie chciałam tego zobaczyć, ale to co się zobaczyło już się nie od zobaczy, prawda? Draco przechadzał się z Pansy pomiędzy chatkami. Czemu mnie to tak odraża? Spuściłam z nich wzrok i jak najszybciej chciałam powrócić do rozmowy z Georgem.
- A ty kogo byś zaprosił, gdyby nie ja? - narzuciłam mu pierwszy temat jaki wpadł mi do głowy. Używaj głowy Lesie! Nie zadaje się takich pytań!
- Freda - odparł głupkowato.
- Spodziewałam się - powiedziałam pod nosem
- A ty? - spoważniał.
- Nie rób takiej miny, bo jeszcze uwierzę, że potrafisz być poważny! - szepnęłam stanowczym tonem
- Nie odpowiesz mi? - znowu zrobił tę "smutną"minę. Przerwała nam jednak sprzedawczyni, która przyjęła od nas zamówienie. Parę chwil później zastaliśmy z piwami kremowymi rozmawiających: Freda i Lavender, która miała zaczerwienione policzki.
- Tęskniliście za nami? - powiedział rozdając każdemu swój napój Georgie. Fred tylko na niego spojrzał.
- Pracujecie nad czymś nowym? - rozpoczęła temat dziewczyna.
- Zawsze. To przecież oczywiste... - odparł mniej entuzjastycznie Freddie. Błagam, powiedzcie, że macie jakiś eliksir miłosny, bo moja cierpliwość sięga zenitu.
- Mamy w planach nowe smaki Bombonierek Lesera oraz ściągi na egzaminy - wymieniał.
- Nie zapomnij też, że pracujemy nad czymś dla par! - uśmiechnął się podejrzliwie George. Zakrztusiłam się piwem. Czy oni czytają mi w myślach?
- Możesz uszczegółowić? - spytałam.
- A co? Masz kogoś na oku? - droczyli się ze mną.
- Ja nie, ale znam dużo osób, którym by się to przydało - uśmiechnęłam się pod nosem. Kątem oka widziałam jak Lavender zaczynała się gotować. Odezwałam się więcej niż raz na minutę! Porażka...
- A więc chcesz zeswatać ze sobą pół Hogwartu? - nabijał się Fred.
- Może to głupio teraz brzmi. ale gdyby była taka możliwość... - rozmarzyłam się - Życie stałoby się piękniejsze.
- A ty nie skorzystałabyś? - wypytywał.
- Mój urok osobisty ma większą moc, niż wasz wynalazek - zrobiłam do nich złośliwy uśmieszek. Dziewczyna cały czas próbowała coś powiedzieć czy wtrącić, ale kompletnie jej to przeszkadzałam. Zaczęłam wszystkiego żałować. Nie chciałam już tu być i jej pomagać oraz rozmawiać z bliźniakami. Czułam widząc wzrok Lavender, że to się może źle skończyć. Chłodny, nienawistny wzrok dziewczyny był niczym strzał prosto w czuły punkt. Chciałam się już wycofywać, odejść.
- J-ja... - zaczęłam wstając od stołu - Bo ja idę... -  w pewnym momencie przerwałam, ponieważ Lavender wstała z hukiem za mną.
- Zaczekaj... - uśmiechnęła się złowieszczo i bez wahania sprzedała mi szklankę kremowego piwa prosto na czubek głowy. Byłam cała mokra, a ona tylko się uśmiechnęła i rzuciła krótkie "dziękuję", po czym wyszła z pubu. Oczy wszystkich były skierowane na mnie, a bliźniacy omal nie mdleli ze śmiechu. Oczy zaszkliły mi się łzami. Nigdy nie poczułam takiego wstydu jak w tamtej chwili. Stałam w środku budynku obserwowana przez każdego ucznia, który właśnie tam siedział i wyśmiewał mnie. Nie rozglądając się za nikim wybiegłam z budynku jak najszybciej. Zatrzymałam się na chodniku przed Trzema Miotłami i nie miałam zielonego pojęcia gdzie się teraz podziać. Za policzkach spływało kilka łez. Wiedziałam, tak bardzo wiedziałam, że to tak się skończy! Czego mogłam się po niej spodziewać?! A miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze! Rozglądałam się nerwowo. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się.
- Co się stało?! - zdziwiła się Alex lustrując mnie wzrokiem. Wtuliłam się mocno w ramię dziewczyny.
- L- Lavender! Ta podła... - zawyłam z rozpaczy. Przyjaciółka puściła mnie z objęć i nadal trzymała za ramię.
- Chodź Akachi! Musimy ją odprowadzić! - powiedziała do bruneta stojącego obok niej.
- Leselie! - zlustrował mnie wzrokiem. Spojrzałam na niego smutno.
- Spokojnie Ach. Musimy najpierw zabrać ją z powrotem do Hogwartu! - mówiła zatroskana - Ma mokrą głowę.
- No dobrze - rzucił chłopak i ruszyliśmy w stronę zamku. Po drodze spróbowałam opowiedzieć im co się dokładnie stało, ale nie zrozumieli za dużo.
- Czyli, że wkurzyła się na ciebie? - pytała Alex sadzając mnie na łóżku w Dormitorium. Pokiwałam głową.
- Nie wiedziałem, że u was w dormitorium jest tak inaczej! - rozglądał się Akachi.
- Wiecie co? Nie chcę wam psuć tej randki! Lepiej wracajcie do Hogsmeade! - przyglądałam się dwójce. Momentalnie zmienili swój wyraz twarzy, a Alexandra poczerwieniała. Spojrzeli na siebie z zakłopotaniem.
- N-na przyjacielskim spotkaniu! - rzucił niewyraźnie chłopak i pociągnął za rękę Alex
- To my już idziemy... - wyszli pospiesznie z pomieszczenia zostawiając mnie przy tym samą. Weszłam pod prysznic i umyłam klejące się włosy oraz twarz. To było tak do przewidzenia, że się odgryzie za każde moje wypowiedziane słowo. Powiedziałam ledwie dwa zdania i przekierowałam uwagę na mnie. Wredna żmija... Gdybym mogła tylko cofnąć czas to sprawiłabym, że przypadkiem te jej "piękne włosy" zmienią kolor na zielony! Byłoby bardzo przykro, gdyby przypadkiem stało się to przed jakąś randką... Już widzę jej minę! To całkiem niezła myśl. Możliwe, że kiedyś postaram się zemścić. Wyszłam z pod prysznica i udałam się do Pokoju Wspólnego. Sądziłam, że nikogo tam nie znajdę, ale jednak moje myśli były błędne. Na kanapie obok kominka wpatrywała się w ognień Hermiona z książką na kolanach. Dosiadłam się do niej. - Hej Hermiona! - uśmiechnęłam się ciepło - Nie wyszłaś z nikim do Hogsmeade? - zdziwiłam się.
- Cześć Les, nie miałam okazji nikogo zaprosić - powiedziała trochę zawiedziona - W każdym razie mi to odpowiada!
- Ty i książka to para, która zawsze się nawzajem rozumie - zażartowałam, a dziewczyna cicho się zaśmiała. Zawsze podziwiałam opanowanie u Hermiony.
- A ty? Nie wybrałaś się z nikim? - spytała.
- No poszłam... chciałam pomóc Lavender zdobyć Freda, ale skończyło się na tym, że dostałam kremowym piwem na głowę - opowiadałam o zdarzeniach z przed godziny.
- Merlinie... czasami martwię się o Lavender i jej rozumowanie - zachichotała.
- Teraz będzie jeszcze gorzej... A z resztą! Co mnie będzie obchodzić? - westchnęłam głęboko.
- Nie zamartwiaj się tak tym! - potrząsnęła mnie lekko za ramię.
-  Wcale się nie zamartwiam - mówiłam spokojnie - Zwyczajnie mam jej dosyć! - podciągnęłam nogi pod brodę.
- Byłaś tam z Georgem też, tak? - pytała.
- No tak - zdziwiłam się i spojrzałam na Hermione.



- A wiedział o twoich planach?
- Był w to zamieszany - odparłam.
- To może z nim porozmawiaj? - zasugerowała.
- Co mi to da? - westchnęłam.
- Znasz go... będzie mógł ci pomóc w zemście.
- Faktycznie! - oświeciło mnie - Dziękuję Hermi! - przytuliłam ją lekko i popędziłam do Dormitorium. O dziwo Felicia właśnie pukała w okno. Zdziwiłam się. Kto może teraz do mnie pisać? Chwyciłam list w dłonie i poważnie wahałam się co do otwarcia go. Jednak ciekawość zawsze wygrywa. Wyjęłam list z koperty.

Spotkaj się ze mną na wieży astronomicznej, bo musimy pogadać o tym, co się dzisiaj stało. Czekam już na ciebie.
George

Zatkało mnie. To nie jest pismo bliźniaka! Nawet podpis jest nie ten sam. Teraz pytanie brzmiało: "pójść czy nie?". Nawet nie potrafiłam wymyślić kto to mógłby być. Głowa pękała mi od myśli. Czy to nie za dużo wrażeń na dziś? Czy ten ktoś jest dla mnie bezpieczny? Ta ciekawość mnie dobijała! Odłożyłam list na szafkę i po cichu wymknęłam się z pustych pomieszczeń. Dotarłam na korytarz. Dźwięk moich kroków obijał się o jego ściany. Zrobiło mi się zimno, a w głowie głucho. Kto to może być? Na pewno nie George. Niemożliwe. On tak nie pisze. Nie podpisuje się tak. Cel zbliżał się z dużą prędkością. Zamknęłam oczy nie chcąc jeszcze wiedzieć kto stoi niedaleko. Jednak po chwili otworzyłam je. Przeszedł mnie paraliż.


"So I lay my head back down 
And I lift my hands 
And pray to be only yours 
I pray to be only yours 
I know now you're my only hope" 


-----------
Rozdział miał być później, ale korzystam z weny póki ją mam i powstało to co właśnie przeczytaliście. Nie jestem jakaś zadowolona, ale może być. Został mi tydzień do specjalnej notki i na razie kompletuję wszystko :') Komentujcie! Wtedy wena wzrasta!